Gwałtowny wzrost porwań cudzoziemców w bezprawnym regionie Sahelu w Afryce

Eva Gretzmacher spogląda w górę w okularach przeciwsłonecznych. Za nią widać błękitne niebo i pustynne zarośla.

Źródło zdjęcia, Christoph Greztmacher

Podpis zdjęcia, Minął już ponad rok, odkąd 74‑letnia dziś Eva Gretzmacher została porwana ze swojego domu w Nigrze
    • Autor, Jacob Boswall
    • Stanowisko, BBC Monitoring
  • Czas czytania: 6 min

Kiedy Marin Petrović przybył do Bamako na początku września ubiegłego roku, był podekscytowany. Obywatel Bośni przez lata starał się o wizę turystyczną do Mali, ale jego wnioski były odrzucane ze względów bezpieczeństwa.

Ten kraj w Afryce Zachodniej od dawna boryka się z wojną domową, zagranicznymi interwencjami wojskowymi i islamistycznymi powstaniami.

„W końcu wszystko zostało zatwierdzone i nie mogłem się doczekać rozpoczęcia podróży," napisał po bośniacku w publicznym poście na Instagramie 15 listopada 2025 r.

Petrović odmówił udzielenia komentarza BBC.

Jego plan zakładał odwiedzenie kilku spektakularnych zabytków kraju, a następnie powrót do domu.

W Bamako Petrović podziwiał widoki i dźwięki lokalnych targów, ruchliwych ulic, szkół, a nawet spróbował kilku miejscowych piw — jak wynika z jego postu.

„Następnego dnia wyruszyłem do Mopti, znanego ze swojego 100‑letniego glinianego meczetu," napisał, odnosząc się do Wielkiego Meczetu w Mopti, 15‑metrowej konstrukcji zbudowanej z suszonych cegieł.

Ogromna gliniana konstrukcja Wielkiego Meczetu w Mopti otoczona drzewami, a w tle widać rzekę.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Marin Petrović był w drodze do Mopti, by zobaczyć słynny meczet, gdy został porwany przez islamistycznych bojowników

Na Instagramie Petrović opisuje siebie jako eksperta „ratownictwa górskiego" i „przewodnika", którego motto brzmi: „nie śnij o swoim życiu", lecz „żyj swoim marzeniem".

Zanim jednak Petrović mógł kontynuować swoje marzenie o odkrywaniu starożytnych skarbów Mali, jego podróż przybrała niespodziewany obrót.

„Na drodze między Bla a San miał miejsce atak zbrojny," pisze w tym samym poście.

„Sześć motocykli, na każdym dwaj terroryści uzbrojeni w karabiny Kałasznikowa, otaczają pojazd i wciągają mnie w krzaki, nieistniejącymi ścieżkami przez zarośla, przez bagna, daleko od głównej drogi… Zostałem porwany przez dżihadystów Al‑Kaidy!!!"

Petrović stał się jedną z ofiar niepokojącego trendu, którego ofiarami padają zagraniczni turyści i pracownicy w regionie Sahelu w Afryce Zachodniej.

Jego historia nie jest wyjątkowa. W 2025 r. rosnąca niestabilność i nowe taktyki dżihadystów przyczyniły się do zauważalnego wzrostu liczby porwań cudzoziemców w Sahelu.

Najnowsze dane z Acled, niezależnego globalnego monitoringu konfliktów, pokazują znaczny wzrost liczby porwań obcokrajowców w Mali i Nigrze w 2025 r. w porównaniu z poprzednimi latami.

Do końca listopada odnotowano 30 przypadków porwań cudzoziemców.

Niektóre z nich spotkały się z dużym zainteresowaniem międzynarodowych mediów.

Pod koniec września w Mali porwano dwóch obywateli Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA) – jeden z nich jest prawdopodobnie członkiem rodziny królewskiej Emiratów.

Cel ich wizyty i dokładne okoliczności porwania pozostają niejasne.

Lokalne media sugerowały, że przynajmniej jeden z mężczyzn był zaangażowany w działalność biznesową, prawdopodobnie związaną z wydobyciem złota.

Emiratczycy nie byli jednak przetrzymywani zbyt długo.

Nieco ponad miesiąc później mężczyźni zostali uwolnieni w zamian za wielomilionowy okup.

Agencja Reuters podała, że kwota okupu wyniosła 50 mln dolarów (ok. 181 mln zł).

„Królewskie okupy, główne źródło dochodów dla dżihadystycznych porywaczy z Mali," brzmiał jeden z nagłówków.

Inne szczególnie głośne przypadki miały miejsce w Nigrze. Chodzi o 73‑letnią Austriaczkę Evę Gretzmacher oraz amerykańskiego pilota cywilnego Kevina Rideouta.

Oboje byli zaangażowani w działalność humanitarną i zostali porwani ze swoich domów.

Gretzmacher uważana jest za pierwszą obywatelkę UE porwaną od czasu wojskowego zamachu stanu w Nigrze w 2023 r. To ilustruje gwałtowne pogorszenie bezpieczeństwa w kraju od czasu przejęcia władzy przez wojsko.

Większość porwań na kontynencie dotyczy obywateli afrykańskich. Liczby sięgają tysięcy rocznie, jak na przykład w Nigerii, gdzie w ubiegłym roku miała miejsce rekordowa liczba porwań.

Analiza przeprowadzona przez BBC Monitoring dotycząca porwań w Afryce pokazała, że największą grupę cudzoziemców porywanych na kontynencie stanowili pracownicy z Chin.

Około 70% przypadków odnotowanych na kontynencie miało miejsce w krajach Sahelu – Mali i Nigrze.

Spośród 89 porwanych obcokrajowców 38 było obywatelami Chin. To znacznie więcej niż obywateli Indii, których było 14.

Większość pracowała w południowo‑zachodnich regionach Mali — Kayes, Sikasso i Koulikoro — bogatych w złoża złota, gdzie chińskie firmy w ostatnich latach szybko się rozwijają.

Wzrost porwań w ubiegłym roku przypisuje się głównie grupie powiązanej z Al‑Kaidą o nazwie Grupa Wsparcia Islamu i Muzułmanów (GSIM), odpowiedzialnej za falę ataków dżihadystów w kilku krajach Afryki Zachodniej, zwłaszcza w Burkina Faso, Mali i Nigrze.

Według Instytutu Ekonomii i Pokoju (IEP) okup może stanowić nawet 40% rocznych przychodów GSIM.

Uważa się, że cudzoziemcy są szczególnie wartościowi dla GSIM, ponieważ generują wyższe okupy niż lokalni mieszkańcy. Pozwalają też ugrupowaniu wzmocnić pozycję w negocjacjach z innymi stronami konfliktu, takimi jak rząd Mali.

„Okup jest oczywistą zachętą dla tej grupy," mówi Héni Nsaibia, starszy analityk Acled ds. Afryki Zachodniej.

„Ale myślę, że wpisuje się to w szerszą ekonomiczną strategię wojenną i ma bezpośrednie konsekwencje dla relacji dwustronnych''.

Od września ubiegłego roku GSIM atakuje cysterny z paliwem jadące do Bamako, praktycznie odcinając stolicę od kluczowego importu i paraliżując wiele tamtejszych aktywności.

Nsaibia uważa, że porwania to kolejny sposób wywierania presji na gospodarkę Mali, z ostatecznym celem osłabienia wojskowego rządu, który przejął władzę w 2020 r.

Nsaibia uważa, że GSIM wybiera chińskich pracowników, by pozbawić reżim zasobów i osłabić jego powiązania z Chinami.

„Chińczycy są mocno zaangażowani we współpracę z państwem malijskim. Prowadzą kopalnie, przemysł, budownictwo," powiedział BBC.

Ostatecznym celem bojowników jest sprawienie, aby inwestowanie w Mali stało się dla zagranicznych firm zbyt kosztowne i niebezpieczne.

Petrović spędził ponad miesiąc jako więzień GSIM.

„Przez 55 nocy spałem na twardej ziemi. Przez 55 dni - aby przeżyć - gotowałem wodę ze stawu, w którym wypróżniało się bydło i jadłem wyłącznie suchy ryż. Budziły mnie odgłosy różnych zwierząt, głównie wilków i hien. Każdego dnia zabijałem skorpiony w pobliżu miejsca, gdzie spałem," napisał w kolejnym poście z 16 listopada.

Były momenty, gdy mimo ogromnego dyskomfortu i ciągłego strachu przed śmiercią Petrović dostrzegał w swoich porywaczach człowieczeństwo.

„Zdałem sobie sprawę, że choć brzmi to niewiarygodnie, w Al‑Kaidzie są też mili ludzie — brodaci mężczyźni, którzy na pierwszy rzut oka wydają się zimni. Z czasem jednak otwierają swoje dusze," napisał.

„Choć ukrywają się za długimi brodami i bronią i choć często wydają się prymitywni czy niewykształceni, wielu z nich jednak ma serce.''

Traumatyczne doświadczenie Petrovića miało pomyślne zakończenie.

Pod koniec października, po 50 dniach niewoli, GSIM uwolniło go wraz z innym obywatelem Bośni.

Według Nsaibii — znawcy tematyki porwań w tym regionie — do uwolnienia doszło bez płacenia okupu.

Petrović nie ujawnił szczegółów, ale powiedział, że przetrwał dzięki doświadczeniu w ratownictwie górskim i „wytrwałej, przekonującej grze od początku do końca".

Nsaibia uważa, że GSIM uwolniło Bośniaków bez okupu, ponieważ grupa stara się ocieplić swój wizerunek w oczach Zachodu. Generalnie unika też porywania i zabijania Amerykanów i Europejczyków.

To znacząca zmiana w porównaniu z poprzednimi latami, kiedy bojownicy powiązani z Al-Kaidą atakowali wielu obywateli Zachodu w regionie, w tym brytyjskich pracowników zakładu gazowego w Algierii.

„Unikają tego, by budować wiarygodność w oczach międzynarodowych graczy i społeczności międzynarodowej," powiedział Nsaibia.

Według analityka kolejnym czynnikiem może być fakt, że Chiny nie podejmują żadnych działań interwencyjnych ani nie wywierają presji dyplomatycznej w przypadkach porwań swoich obywateli.

Jednak ostatnio pojawiły się sygnały, że chiński rząd zmienia ton.

Po zgłoszonym 27 listopada incydencie, w którym miało dojść do porwania sześciu chińskich pracowników, ambasada Chin w Mali szybko wydała oświadczenie.

Ostrzegła w nim przed „nielegalnym'' wydobyciem złota w kraju i wezwała chińskich obywateli do zamknięcia tego typu operacji oraz ewakuacji personelu.

Ambasada Chin w Mali nie odpowiedziała na prośbę BBC o komentarz.

Mężczyzna bez koszuli stoi po kostki w żółtawej wodzie, trzymając miskę z błotem i płucząc ją w poszukiwaniu złota.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Mali jest ważnym producentem złota, ale wiele działań wydobywczych pozostaje tam nieuregulowanych

Inni nie mieli tyle szczęścia co Petrović.

W chwili obecnej 74‑letnia Austriaczka Eva Gretzmacher wciąż przebywa w niewoli - ponad rok po porwaniu.

Jej syn, Christoph Gretzmacher, martwi się jak długo jego matka poradzi sobie w skrajnych warunkach pustynnych.

„Temperatury sięgające 50°C stanowią zagrożenie dla życia nawet dla osób z wieloletnim doświadczeniem w regionie," powiedział lokalnej gazecie w styczniu w ramach akcji medialnej mającej przypomnieć o losie jego matki w rocznicę jej porwania.

Christoph powiedział BBC, że nie chce udzielać kolejnych wywiadów, dopóki nie opadną emocje po jego ostatniej kampanii medialnej — tak, by sprawa „nie zniknęła z radaru opinii publicznej''.

„Muszę teraz poczekać i zobaczyć, jak ta presja przełoży się na konkretne działania, jednocześnie zbierając nowe informacje z regionu i obserwując, jak poszczególni kluczowi gracze zmieniają swoje pozycje," wyjaśnił.

„Ostatecznie chodzi o jedno ludzkie życie i odpowiedzialność, jaka się z tym wiąże.

Nadal muszę robić wszystko, co w mojej mocy — ostrożnie, odpowiedzialnie i we współpracy z zaangażowanymi stronami — aby pomóc sprowadzić moją matkę bezpiecznie do domu''.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.

Edycja: Julita Waleskiewicz