Dokąd jadą 'ekspaci' z Zachodu, gdy Dubaj traci blask? Prasa o trendach migracyjnych

Dwie młode kobiety w letnich strojach i kapeluszach idą ulicą. Jedna z nich patrzy w witrynę sklepową. Na krawężniku rzędami zaparkowano skutery i samochody. Kuta, Bali, Indonezja. 5 marca 2026 r.

Źródło zdjęcia, EPA

    • Autor, Yana Lyushnevska
    • Stanowisko, BBC Monitoring
  • Czas czytania: 5 min

Mieszkańcy Zachodu w rekordowych liczbach przeprowadzają się za granicę w poszukiwaniu bardziej przyjaznego klimatu politycznego i niższych podatków. Informuje o tym europejska prasa. Jak podaje, jedną z głównych przyczyn jest wzrost popularności pracy zdalnej.

Według doniesień Dubaj mógł stracić na atrakcyjności z powodu wojny na Bliskim Wschodzie. Dlatego wiele osób szuka nowych kierunków - od karaibskich wysp po miejsca popularne od dawna, jak Bali.

Mimo zmian w światowych trendach migracyjnych niektóre państwa wciąż zmagają się ze znajomymi problemami. Europa stara się zapobiec napływowi migrantów, jaki mógłby być skutkiem eskalacji wojny z Iranem – choć Niemcy informują, że liczba osób szukających azylu w kraju nieznacznie spadła.

Tymczasem Polska stała się krajem imigracyjnym: więcej osób przyjeżdża, niż wyjeżdża.

Dokąd wyjeżdżają mieszkańcy Zachodu?

Trzy osoby robią zdjęcia zachodu słońca w Dubaju. Za nimi widać wody zatoki, a na dalszym tle rząd wieżowców - w tym Burdż Chalifę, najwyższy budynek świata.

Źródło zdjęcia, EPA

Podpis zdjęcia, Dubaj przez lata kusił Europejczyków wizją niskich podatków i luksusowego stylu życia

Mieszkańcy Zachodu coraz częściej „uciekają" z ojczystych krajów, twierdzi brytyjski tygodnik The Economist. Wniosek jest oparty na danych z 31 państw, w tym Wielkiej Brytanii, Australii, Kanady, Francji i Niemiec.

Jak zauważa gazeta, w 2024 r. wyemigrowało z tych krajów około 4 mln osób - o 20% więcej niż tuż przed pandemią Covid-19. Choć część emigrantów wyjechała do innych części świata, jak Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), większość wybrała inne kraje Zachodu.

Według tygodnika to zjawisko ma kilka przyczyn. Po pierwsze, praca zdalna staje się coraz powszechniejsza. Po drugie, należący do klasy średniej mieszkańcy Zachodu szukają krajów o niższych podatkach. Po trzecie, wielu ucieka przed zmianami politycznymi w ojczyznach.

„W dobie nacjonalistycznej retoryki kraje Zachodu są połączone ze sobą bliżej niż kiedykolwiek, ze względu na przepływ ich własnych obywateli," pisze The Economist.

Z kolei brytyjski tabloid The Daily Mail zastanawia się nad możliwymi kierunkami „ucieczki" mieszkańców Zachodu, w szczególności influencerów. Wymienia kilka alternatyw dla Dubaju, który dotknęła wojna na Bliskim Wschodzie.

Według The Daily Mail osoby szukające „słońca, efektownej scenerii i często braku podatków" powinny rozważyć Kajmany i Bermudy, znane z bezpieczeństwa i wysokiego standardu życia.

Innym kierunkiem jest Portoryko - w niektórych rejonach miejscowi Portorykańczycy są już wypierani przez napływ „zamożnych przybyszów".

Popularne ma pozostać Bali, cieszące się reputacją „światowej stolicy influencerów", a także Miami i Monako, podaje gazeta.

The Daily Mail pisze też o brytyjskiej parze, która przeprowadziła się do Dubaju, gdzie miało być „bezpieczniej niż w Londynie". Od tego czasu wróciła jednak na londyńskie przedmieścia i nie rozważe ponownej przeprowadzki do „plastikowej i fałszywej" metropolii w ZEA.

Brytyjczycy stwierdzili, że nawet przed wojną z Iranem w Dubaju brakowało im „poczucia wspólnoty". Przeszkadzał im też zbyt duży nacisk na „pieniądze, biznes i transakcje". Jak pisze The Daily Mail, rozważają obecnie przenosiny do Ghany.

Europa boi się napływu migrantów

Duża grupa migrantów na pokładzie rybackiego statku w porcie Paleochora na Krecie. Zostali uratowani przez straż przybrzeżną u wybrzeży wyspy. 22 listopada 2022 r.

Źródło zdjęcia, Reuters

Podpis zdjęcia, Europejskie władze boją się powtórki z kryzysu migracyjnego z lat 2015-2016

Europejczycy nie mają zwykle większych problemów z przeprowadzką. Natomiast w miarę jak przedłuża się wojna w Iranie, ich ojczyzny starają się uniknąć nowego kryzysu migracyjnego.

Według dziennika The New York Times europejskie władze chcą uniknąć powtórki z lat 2014–2016, gdy na kontynent przybyły masowo osoby poszukujące azylu - głównie z Syrii i Afganistanu.

Według gazety napływ obcokrajowców przyczynił się do wzrostu popularności skrajnie prawicowych partii wrogich imigracji – w tym w Niemczech, Austrii, Francji i innych krajach.

Jednak w Niemczech - jak informuje gazeta Die Zeit - liczba osób ubiegających się o azyl spadła po raz pierwszy od 2011 r.

Pod koniec 2025 r. w kraju było ich 3,5 mln, o 17 000 mniej niż rok wcześniej.

Największe natężenie migracji odnotowano w Niemczech w 2015 r., po interwencji Rosji w wojnie w Syrii. Znaczny wzrost liczby przybyszy nastąpił też po przejęciu władzy w Afganistanie przez talibów w 2021 r. i pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r.

Według Die Zeit tendencję spadkową można wyjaśnić wzmocnieniem systemu kontroli granicznych - a także faktem, że w całej Europie pojawia się mniej osób szukających azylu.

Ponadto wiele osób, które przyjechały do Niemiec około 2015 roku, spełnia obecnie wymogi naturalizacji. Dlatego nie są uwzględniane w statystykach.

Polska atrakcyjnym kierunkiem

Panorama Warszawy nocą. Oświetlone wieżowce, w tym Pałac Kultury i Nauki, odbijają się w wodach Wisły.

Źródło zdjęcia, Reuters

Podpis zdjęcia, Polska przyciąga coraz większą liczbę migrantów, w tym z Zachodu

Tymczasem Polska stała się krajem imigracyjnym. Jak informuje Gazeta Wyborcza - powołując się na badania ekspertów z Krakowa - do naszego kraju przybywa więcej osób, niż go opuszcza.

Po raz pierwszy w historii Polski liczba osiadłych cudzoziemców przekroczyła 2 miliony, podaje gazeta. W samym Krakowie mieszka ich 78 tysięcy.

Największą grupę stanowią Europejczycy spoza UE, głównie Ukraińcy i Białorusini. Dalej plasują się Azjaci - z Indii, Turcji i Azerbejdżanu - oraz obywatele UE i Wielkiej Brytanii, na czele z Włochami, Hiszpanami i Brytyjczykami. Na końcu listy znajdują się migranci z Afryki.

Badanie wykazało, że co szósty pracownik w Polsce jest imigrantem. W Krakowie przyjezdni pracują głównie w budownictwie, jako magazynierzy, operatorzy wózków widłowych i kierowcy. Inni znaleźli zatrudnienie w służbie zdrowia, edukacji (np. jako nauczyciele języków obcych) oraz w korporacjach.

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Marlena Zagórska i Joanna Kozłowska