'Zaczynasz wątpić w swoją moralność': 'czaterka' OnlyFans o pracy za mniej niż dwa dolary za godzinę

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Chris Vallance
- Stanowisko, Starszy reporter ds. technologii
- Czas czytania: 4 min
Mieszkająca na Filipinach kobieta opowiedziała BBC News, jak „bolesne" jest udawanie w internetowych czatach - za mniej niż dwa dolary za godzinę - modelek OnlyFans, które zarabiają znacznie więcej.
Platforma łączy twórców treści dla dorosłych z abonentami, którzy płacą, by uzyskać dostęp do ich materiałów i rozmów online.
Choć znani twórcy mogą zarabiać duże pieniądze, interakcje z fanami – i próby sprzedaży im zdjęć i filmów – to często zadanie dla nisko opłacanych osób zatrudnianych przez zewnętrzne agencje. Jedną z nich jest kobieta, z którą rozmawialiśmy.
Związek zawodowy reprezentujący takich pracowników – znanych jako „czaterzy" – poinformował BBC News, że jest zaniepokojony „w dużej mierze nieuregulowanym charakterem tego rodzaju pracy online".
Platforma OnlyFans - która odnotowała w 2024 r. 7,2 mld dolarów (około 26,4 mld złotych) przychodu - odmówiła komentarza.
Warunki świadczenia usług przez firmę zastrzegają, że wchodzi ona w relacje biznesowe wyłącznie z twórcami treści.
'Naprawdę nieprzyjemne'
BBC nie podaje nazwiska kobiety, z którą rozmawiało, by chronić jej tożsamość.
Zatrudniła ją agencja, z której usług korzysta modelka, za którą się podawała. Mówi, że podjęła pracę czaterki, by pomóc utrzymać rodzinę, gdy spadły ich inne dochody. Pracowała osiem godzin dziennie, pięć dni w tygodniu, za mniej niż dwa dolary za godzinę.
Cele wyznaczała jej agencja: podczas każdej zmiany miała dla niej zarobić setki dolarów na sprzedaży zdjęć i filmów.
Najpopularniejsi twórcy OnlyFans opowiadają o miesięcznych zarobkach rzędu milionów dolarów.
Kobieta opowiada, że po zmianie agencji jej warunki pracy i wynagrodzenie uległy poprawie. Nadal zarabiała jednak mniej niż cztery dolary za godzinę.
Mówi, że zdawała sobie sprawę, że praca będzie wiązała się z treściami o charakterze seksualnym. Mimo to przesyłanie intymnych wiadomości było dla niej nieprzyjemne.
„Jeśli się nad tym zastanowić, to trochę obrzydliwe, bo trzeba będzie prowadzić wiele rozmów o treści seksualnej. Kilka w ciągu każdej godziny, ponieważ rozmawia się jednocześnie z kilkoma fanami".
Mówi, że ludzie, z którymi wymieniała wiadomości, często wydawali się „naprawdę mili", ale ewidentnie byli samotni. Przez to cały proces wydawał jej się smutny - zwłaszcza że nie była osobą, za którą się podawała.
Jak opowiada, nie czuła się z tym komfortowo.
„Technicznie rzecz biorąc, oszukuję ich, ponieważ wysyłam im wszystkie te zdjęcia i filmy, mając na celu tylko sprzedaż," powiedziała.
Korzystanie z czaterów stało się przyczyną spraw sądowych przeciwko OnlyFans i zatrudniającym ich agencjom: niektórzy użytkownicy i kancelarie prawne uważają praktykę za oszukańczą. Jak dotąd żadne z postępowań nie zakończyło się sukcesem.
Jak mówi czaterka z Filipin, niektórzy fani prosili o rzeczy „naprawdę dziwne, perwersyjne lub związane z fetyszami". Zazwyczaj były znośne – ale nie zawsze.
„Bywają dni, kiedy myślę: 'Co ja tu robię?'. Bywają dni, kiedy naprawdę ci to ciąży".
Zapytaliśmy, czy czuła się wykorzystywana. Odpowiedziała, że moment, w którym zgodziła się na stawkę poniżej dwóch dolarów za godzinę, „nie był najlepszym w jej życiu".
„To naprawdę nieprzyjemne. Zaczynasz wątpić w siebie. W swoją moralność, a nawet sumienie," dodała w rozmowie z BBC.
„W jakimś sensie naprawdę pęka ci serce - zwłaszcza gdy wiesz, że agencja zarabia znacznie więcej," dodała.
Kobietę niepokoi również potencjalne ryzyko prawne związane z pracą czaterki: na Filipinach obowiązują dość surowe przepisy dotyczące pornografii.
Sieć Pracowników Branży BPO - znana też jako BIEN - to niezależny związek zawodowy reprezentujący Filipińczyków zatrudnionych w ramach outsourcingu.
Prezeska związku Mylene Cabalona mówi BBC, że „chociaż Filipiny mają stosunkowo surowe przepisy związane z pornografią, głównym zmartwieniem związku jest w dużej mierze nieuregulowany charakter tego rodzaju pracy online".
Jak powiedziała, związek ma poważne obawy dotyczące narażenia pracowników na „potencjalnie rażące lub szkodliwe treści" a także braku „jasnych wytycznych dotyczących bezpieczeństwa, odpowiedzialności i ochrony pracowników".
Jednak praca przez internet w ramach outsourcingu - w tym prowadzenie czatów - ma też zalety. Jak mówi Cabalona, pracownicy obsługujący zagraniczne firmy czy platformy mogą zarabiać, nie wychodząc z domu.
„Te zawody mogą też oferować wyższe dochody niż niektóre stanowiska dla początkujących dostępne na miejscu. Oprócz tego pozwalają rozwijać umiejętności w zakresie pracy cyfrowej," dodaje Cabalona.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska








