Wyrzeźbione szczęki i system punktowy: Na czym polega 'looksmaxxing'?

Źródło zdjęcia, @marv.maxed
- Autor, Ruth Clegg
- Stanowisko, Reporterka ds. zdrowia i dobrostanu
- Czas czytania: 8 min
Marvin zastanawia się nad swoją atrakcyjnością, po czym przyznaje sobie „solidne 7 punktów na 10." Uważa, że przy odrobinie wysiłku mógłby wypaść lepiej.
„Nie jestem zadowolony ze swojej skóry i worków pod oczami. Moja szczęka też mogłyby wyglądać lepiej," mówi Marvin. „Gdybym to wszystko poprawił, dałbym sobie 9 na 10".
26-latek jest zagorzałym zwolennikiem tzw. looksmaxxingu. Wstaje wcześnie, by intensywnie ćwiczyć na siłowni. Potem wraca do domu i zabiera się za pielęgnację.
Po prysznicu - na przemian ciepłym i lodowatym - oczyszcza twarz i masuje ją zamrożonym ogórkiem. Mówi, że ta technika zmniejsza opuchliznę, łagodzi trądzik i rozjaśnia cerę.
Potem wykonuje ćwiczenia szczęki i innych części twarzy. Często nagrywa je i publikuje na TikToku, gdzie ma 35 tys. obserwujących.
„To jest Zygopush," tłumaczy Marvin. Przyciska kciuki do twarzy tuż pod kośćmi policzkowymi i przeciąga je w górę, w kierunku uszu, próbując wydrążyć policzki.
„Jest jeszcze tak zwany 'ścisk łowcy'," mówi, przyciskając palce wskazujące do skroni i mrużąc oczy. Metoda ma im nadać bardziej „wilczy" kształt.
Marvin śmieje się, opisując codzienne nawyki.
„Ludzie myślą czasem: 'Co ten facet robi'?"

Źródło zdjęcia, @marv.maxed
Marvin wierzy jednak, że te techniki pomagają mu osiągnąć wygląd, o jakim marzy. Chce mieć smukłe policzki, wyrzeźbione rysy twarzy, wyraziste oczy i mocną linię szczęki.
Mówi, że taki wygląd to dla mężczyzny „szczytowe osiągnięcie". Dodaje, że dzięki swoim wysiłkom zmienił się z „niezadowolonego stolarza pracującego od dziewiątej do piątej" w „internetowego przedsiębiorcę".
Witamy w internetowym świecie tzw. looksmaxxingu. Coraz więcej młodych mężczyzn dokłada starań, by osiągnąć „idealną" twarz i sylwetkę, a zarazem idealne życie.
U niektórych obejmuje to szereg codziennych czynności, znanych jako „softmaxxing" - w tym ćwiczenia na siłowni i staranną pielęgnację skóry. Inni przyjmują hormony wzrostu i nieuregulowane peptydy.
Na drugim końcu spektrum - znanym jako „hardmaxxing" - są zabiegi „kruszenia kości" (ang. bone-smashing) i operacje plastyczne. Mężczyźni poddają się im, by „ewoluować" i uzyskać wygląd przypominający neandertalczyka.
Jeśli nie wpisujesz się w tę estetykę i nie starasz się zmienić wyglądu, ryzykujesz zdobycie - w skali Marvina - „poniżej trzech punktów na 10." To czyni cię „niezbyt przystojnym człowiekiem".
Marvin korzysta z aplikacji do analizy twarzy, która na podstawie zdjęć ocenia, nad jakimi obszarami powinien pracować. Podobne aplikacje mają tysiące recenzji w internetowych sklepach.
Dla niektórych mężczyzn looksmaxxing stał się swego rodzaju podręcznikiem. Podpowiada im, co charakteryzuje „mężczyznę sukcesu" i – co najważniejsze – jak nim zostać.
Jednym z najważniejszych influencerów jest w tym świecie Braden Peters, znany jako Clavicular. Dwudziestolatek o wyrazistej szczęce jest w looksmaxxingowym slangu określany jako „giga chad, 10 na 10".
Sam Peters twierdzi, że przyćmiewa wyglądem wszystkich, których spotyka.
Przypisuje to między innymi przyjmowaniu testosteronu od 14. roku życia oraz uderzaniu młotkiem w szczękę, by zmienić kształt dolnej części twarzy.
Dzięki treściom publikowanym przez Petersa i innych influencerów looksmaxxing przestał być niszową subkulturą i trafił do głównego nurtu.
Jednak według niektórych badaczy tzw. manosfery – ultramęskich środowisk, na które zwrócił niedawno uwagę nowy film dokumentalny Louisa Theroux – looksmaxxing to brama do mroczniejszego świata.
Nazwa pojawiła się po raz pierwszy na internetowych forach skupiających inceli. To młodzi mężczyźni określający się jako „mimowolni celibatariusze". Fora pełne są mizoginicznej retoryki obwiniającej kobiety o brak kontaktów seksualnych użytkowników.

Źródło zdjęcia, Victor VIRGILE/Gamma-Rapho via Getty Images
Dziennikarz Matt Shea jest autorem filmów dokumentalnych i wielu tekstów o toksycznych wzorcach męskości i związanych z nimi zagrożeniach.
Mówi, że wielu internetowych twórców - w tym Clavicular i mizoginiczny influencer Andrew Tate, z którym Shea przeprowadził wywiad - wyznaje tę samą ideologię i wykorzystuje ją do zarabiania pieniędzy.
„Powtarzają młodym mężczyznom, jak bardzo są bezwartościowi," tłumaczy Shea. „Potem twierdzą, że mają dla nich rozwiązanie".
„Sprzedają kursy mające pomóc zwiększyć 'wartość rynkową' mężczyzny w sferze seksualnej (ang. Sexual Market Value, SMV). To jedynie miara tego, jak atrakcyjny jesteś według ich skali," mówi Shea.
Następnie tłumaczy logikę influencerów: im wyższa „wartość rynkowa" mężczyzny, tym większe prawdopodobieństwo, że uprawia seks z kobietą. Dbanie o wygląd staje się sposobem na wspinanie się po drabinie atrakcyjności.
Jeśli mimo wysiłków mężczyzny kobieta nadal go nie chce, oznacza to jedną z dwóch rzeczy: albo nie podjął wystarczających działań na rzecz samodoskonalenia, albo to wina kobiety.
„W tym punkcie staje się to niebezpieczne," mówi Shea.
Przeglądając internet, widzę wyraźnie, że nie każdy „looksmaxxer" podziela tę ideologię. Wiele osób pisze, że nie identyfikuje się z antykobiecymi przekazami.
Leander zgodził się ze mną porozmawiać dopiero po tym, jak jasno dał do zrozumienia, że nie chce być kojarzony z kulturą inceli.
Podobnie jak Marvin uważa się za zwolennika „softmaxxingu". Mówi, że poprawia swój wygląd, by czuć się lepiej we własnej skórze.
W 2023 roku, po rozpadzie związku, zaczął szukać w internecie informacji na temat looksmaxxingu. Potem opracował plan działania. Pięć razy w tygodniu chodzi na siłownię. Regularnie stosuje zimne okłady na twarz, by „zmniejszyć opuchliznę"; stara się też spać na plecach.
Choć twierdzi, że masturbacja nie jest problemem, całkowicie zrezygnował z oglądania pornografii.
„Dla wielu mężczyzn pornografia staje się tak znormalizowana, że całkowicie niszczy ich postrzeganie kobiet i pociąg do nich," wyjaśnia.

Źródło zdjęcia, Leander
W odróżnieniu od Marvina, Leander nie ocenia swojego wyglądu w skali od 1 do 10. Mówi jednak, że „przez 80% czasu" jest zadowolony z tego, co widzi w lustrze.
Nie chce brzmieć „arogancko" - ale mówi, że jeśli ktoś nie jest „konwencjonalnie atrakcyjny", tzw. softmaxxing niewiele mu pomoże.
Leander twierdzi, że rozumie, dlaczego looksmaxxing może popchnąć mniej atrakcyjnych mężczyzn - tych, którym Marvin dałby „poniżej piątki" - w stronę subkultury inceli. Mówi jednak, że sam tego nie popiera.
Tom Thebe z Manchesteru nie uważa swojego wyglądu za przeciętny. Od dawna interesuje się fitnessem i pielęgnacją. Jednak looksmaxxing przykuł jego uwagę dopiero w wieku 21 lat, gdy zaczęły wypadać mu włosy.
„To naprawdę podkopało moją pewność siebie," mówi Tom, dziś 23-latek. „Czułem, że tracę kontrolę. To było przerażające. Do tego oczywiście wyglądasz przez to na starszego - a tego nie chce nikt".

Źródło zdjęcia, @tom.thebe
Czytał o różnych lekach, nim zaczął przyjmować finasteryd i minoksydyl, by zahamować wypadanie włosów. Oba są w Wielkiej Brytanii dostępne na receptę.
Według Toma leki przyniosły ogromną poprawę. Jak sam twierdzi, od tego momentu zaczął interesować się looksmaxxingiem.
Oprócz ćwiczeń na siłowni i odpowiedniej pielęgnacji skóry stosuje peptydy w zastrzykach.
Peptydy to krótkie łańcuchy aminokwasów - mikrostruktur tworzących białko - wytwarzane naturalnie przez ludzki organizm. Są kluczowe dla zdrowia skóry, funkcjonowania układu odpornościowego i gospodarki hormonalnej.
Od kilku miesięcy nieuregulowane prawnie peptydy zalewają serwisy społecznościowe i zapełniają lodówki influencerów.
Tom wymienia dwa z nich. Mówi, że stosuje GHK-Cu na skórę i porost włosów, a Melonatan II, by uzyskać głębszą opaleniznę.
Większość nieuregulowanych peptydów została przetestowana na zwierzętach, ale nie na ludziach. To oznacza, że nie zostały uznane za bezpieczne ani skuteczne. Brytyjski regulator rynku leków, MHRA, odradza ich przyjmowanie i wydaje ostrzeżenia na ich temat.

Źródło zdjęcia, @tom.thebe
Tom nie przejmuje się tym.
Udziela porad dotyczących samodoskonalenia w mediach społecznościowych, rozważa też założenie własnej firmy coachingowej. Nie popiera jednak skrajnych form looksmaxxingu.
„Problem pojawia się, gdy podatni na wpływy osiemnastolatkowie widzą ludzi, którzy niszczą swoje ciała i dążą do ekstremalnego wyglądu. To ma zdecydowanie negatywny wpływ na ich wyobrażenie o tym, jak sami powinni wyglądać".
„Looksmaxxing występuje w spektrum," mówi Anda Solea z brytyjskiego University of Portsmouth. Solea bada sposoby, na jakie kultura inceli przenika do innych części społeczeństwa.
Z jednej strony to dobrze, że mężczyźni dbają o zdrowie i formę, mówi badaczka. „Problem pojawia się, gdy staje się to jedyną rzeczą, która ma dla nich znaczenie, i gdy zaczynają narażać zdrowie, by poprawić wygląd," tłumaczy.
Solea mówi, że posty, które widzą w mediach społecznościowych młodzi mężczyźni – często polecane przez zaawansowane algorytmy – mogą zaprowadzić ich w mroczne zakamarki męskich internetowych społeczności.
Tam mogą usłyszeć, że powinni dbać o swój wygląd, bo inaczej „będą wyśmiewani".
Solea stawia też pytanie: co stanie się, jeśli mimo wysiłków podjętych dla poprawy wyglądu mężczyźni będą mieć wrażenie, że kobiety nie są nimi zainteresowane?
„Czy zaczną nienawidzić kobiet, bo dojdą do wniosku, że to ich wina?"
Według badaczki to właśnie moment, w którym niektórzy mężczyźni zdają sobie sprawę, że looksmaxxing nie jest dla nich.
Jednak doświadczenia Marvina, Leandra i Toma pokazują, że dla wielu mężczyzn dbałość o wygląd wynika z troski o własną samoocenę - nie tylko o opinie innych.
Dodatkowy reportaż: Elena Bailey
Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska














