Rząd Orbána oskarżany o masowe zastraszanie wyborców przed głosowaniem 12 kwietnia

Viktor Orbán - siwowłosy mężczyzna w ciemnym garniturze - stoi na mównicy. Za nim widzimy dużą grupę osób na trybunach, a przed nim - węgierską flagę.

Źródło zdjęcia, Getty Images

Podpis zdjęcia, Viktor Orbán jest u władzy od 16 lat. Jednak większość sondaży wskazuje, że może przegrać kwietniowe wybory
    • Autor, Nick Thorpe
    • Stanowisko, Korespondent BBC News w Budapeszcie
  • Czas czytania: 7 min

Nowy film dokumentalny oskarża rząd Fideszu o masowe zastraszanie wyborców przed zaplanowanym na 12 kwietnia głosowaniem do węgierskiego parlamentu. Partia Viktora Orbána przegrywa w sondażach.

Węgierski dokument „Cena głosu" miał premierę w czwartek wieczorem w jednym z kin w Budapeszcie oraz na YouTube. Jest owocem sześciomiesięcznego śledztwa przeprowadzonego przez niezależnych dziennikarzy i filmowców.

Według pokazanych w filmie wyborców, burmistrzów i byłych urzędników wyborczych - a także policjanta - osoby związane z rządem oferują duże sumy pieniędzy, a nawet nielegalne narkotyki, by skłonić ludzi do głosowania na Fidesz.

Według dokumentu podobne działania miały miejsce w 53 ze 106 okręgów wyborczych na Węgrzech. Mogły dotknąć nawet 600 tys. wyborców - około 10% przewidywanej frekwencji wyborczej.

Kierowany przez Orbána Fidesz rządzi już 16 lat. Jednak najnowsze sondaże wskazują, że może przegrać z centroprawicową partią Tisza Petera Magyara - co najmniej o 10% głosów.

Peter Magyar - mężczyzna o krótkich szpakowatych włosach, w zdobionej granatowej marynarce - stoi na mównicy i gestykuluje. Na piersi ma małą kokardę w kolorach węgierskiej flagi.

Źródło zdjęcia, EPA

Podpis zdjęcia, Partia Tisza i jej lider, Peter Magyar, chcą zakończyć rządy Fideszu

Wszystkie z okręgów wymienianych w filmie leżą na wsi lub w małych miastach - na obszarach, na których Fidesz zyskuje od 2010 r. coraz większą dominację.

Dokument pokazuje mozaikę ubogich wsi, zamieszkałych przede wszystkim przez liczną na Węgrzech mniejszość romską.

Według filmu lokalni wójtowie sprawują żelazną kontrolę nad codziennym życiem wsi: w zamian za „właściwy" głos zapewniają mieszkańcom pracę, drewno na opał, transport do lokali wyborczych, a w jednym z przypadków nawet dostęp do leków.

BBC zwróciło się z prośbą o komentarz do poszczególnych ministrów oraz biur prasowych rządu, ministerstwa spraw wewnętrznych i policji.

Jedyna odpowiedź, jaką otrzymaliśmy do momentu publikacji, pochodzi od Tibora Navracsicsa - ministra administracji publicznej i rozwoju regionalnego, postrzeganego jako polityk o umiarkowanych poglądach.

„Jeśli doszło do jakichkolwiek nadużyć, pozwólmy ministerstwu spraw wewnętrznych wykonać swoją pracę," stwierdził Navracsics. Odmówił komentarza w sprawie konkretnych zarzutów zawartych w filmie.

W styczniu Orbán przemawiał w Budapeszcie przed licznym zgromadzeniem burmistrzów i radnych. „Burmistrzowie, panie i panowie, sytuacja wygląda następująco: to wy musicie wygrać te wybory," powiedział.

„O wyniku wyborów w 2026 r. zdecyduje to, czy się zaangażujecie. Jeśli to zrobicie, wygramy; jeśli nie, nie wygramy," kontynuował.

Minivan zaparkowany przed szkolną bramą na węgierskiej wsi. Przed ogrodzeniem stoją dwa szkolne krzesła

Źródło zdjęcia, De Akcióközösség

Podpis zdjęcia, Przed lokalem wyborczym we wsi Tiszabura. Ubiegłej jesieni kilkakrotnie powtarzano tam wybory na burmistrza

Film zestawia wypowiedzi Orbána z wywiadami z blisko 20 osobami z 14 spośród 19 węgierskich komitatów, od południa po północny wschód kraju. (Komitat to odpowiednik polskiego województwa).

Ogrom skali zjawiska - oraz podobieństwo relacji z wiosek oddalonych od siebie o setki kilometrów - skłoniły filmowców do wniosku, że działania są planowane przez wysokich rangą funkcjonariuszy Fideszu.

„Na początku myśleliśmy, że kluczowym elementem procesu będzie kupowanie głosów. Potem zdaliśmy sobie sprawę, że pieniądze to tylko wisienka na torcie. Kluczowymi słowami są tutaj zależność i bezbronność," powiedział BBC Áron Tímár, jeden z twórców filmu.

„Pieniądze napływają na dość poważną skalę, z dość licznym orszakiem," mówi w filmie jeden z rozmówców - czynny funkcjonariusz policji, którego twarz i głos zamaskowano.

„Nie zostałem policjantem, by służyć skorumpowanemu systemowi. By pomagać w tuszowaniu spraw," dodaje.

W jednej z wsi burmistrz z ramienia Fideszu jest również rejonowym lekarzem obsługującym 32 miejscowości. Pacjenci opowiadają o obawach, że nie dostaną recepty, jeśli nie zagłosują na partię Orbána.

Według kilkorga rozmówców drewno opałowe jest rozdawane tylko wyborcom Fideszu.

W innej miejscowości były kandydat do parlamentu opowiada, dlaczego zrezygnował z udziału w wyborach. Twierdzi, że lokalny urząd groził zabraniem jego dzieci do placówki opiekuńczej.

Mówi, że władze nie chciały, by konkurował z kandydatem Fideszu.

Kobieta i dziecko siedzą na posłaniu, pod oknem. Ich twarze zostały rozmyte

Źródło zdjęcia, De Akcióközösség

Podpis zdjęcia, Według tej Romki z północnych Węgier grożono jej odebraniem dzieci, gdy jej mąż próbował stanąć do wyborów

Dzień po tym, jak filmowcy zakończyli zdjęcia w jednej z wsi, policja miała odwiedzić ich hotel, by sprawdzić listę gości.

„Wierzymy, że większość policjantów na Węgrzech to uczciwi ludzie. Nie chodzi więc o samą policję. Chodzi raczej o wpływ polityki na policję," powiedział BBC Tímár, jeden z twórców filmu.

Według dokumentu wyborcy, którym oferuje się pieniądze, mają zwykle otrzymać 50–60 tys. forintów (545–660 złotych) za głos. To znaczna suma w społecznościach, gdzie miesięczny zasiłek na dziecko wynosi zaledwie 130–220 złotych.

Twórcy filmu podkreślają jednak, że opisują coś znacznie większego niż operacja kupowania głosów.

W poprzednich wyborach w niektórych z wymienionych wsi poparcie dla Fideszu wyniosło 80–100%.

Bohaterowie opowiadają o szeregu praktyk - od podstawiania w dniu głosowania samochodów i minibusów, przez fotografowanie kart do głosowania, by udowodnić oddanie głosu na Fidesz, po wyborców udających analfabetów, by w kabinie mogła być z nimi „osoba towarzysząca".

Mówią też o tzw. głosowaniu łańcuchowym. To nielegalna praktyka, w ramach której wyborca wchodzi do lokalu z uprzednio wypełnioną kartą. Wrzuca ją do urny i wynosi z lokalu nieużywaną kartę, którą przekazuje kolejnej osobie w zamian za wynagrodzenie.

Zarzuty kupowania głosów w węgierskich wyborach pojawiały się już w przeszłości. Miały jednak znacznie mniejszy, lokalny zasięg; nie twierdzono też, by mogły znacząco wpłynąć na wynik wyborów.

Znaczna część mniejszości romskiej na Węgrzech - liczącej szacunkowo 800 tys. osób - żyje w skrajnym ubóstwie. Według wspieranej przez państwo organizacji charytatywnej Maltese 270 tys. węgierskich Romów mieszka w 300 najbiedniejszych miejscowościach w kraju.

Do najbardziej szokujących zarzutów wysuwanych w filmie należy stwierdzenie, że do kupowania głosów wykorzystuje się też syntetyczny narkotyk zwany „crack" lub „smoky". To tania, silnie uzależniająca substancja, szeroko zażywana w ubogich wioskach.

Rządzone przez Fidesz Węgry mają jedne z najsurowszych w Europie przepisów dotyczących narkotyków.

Raporty policyjne wskazują na narastającą w ubogich miejscowościach epidemię narkotykową. Pojedyncza dawka „smoky", spalana w folii aluminiowej i wdychana przez nos, kosztuje zaledwie 1500 forintów – niecałe 15 złotych.

By walczyć z narkotykiem, węgierska policja uruchomiła w marcu 2025 roku program „Delta".

Jego krytycy twierdzą, że jest nieskuteczny. „Aresztowali 12 osób. 10 zostało zwolnionych; jedną zatrzymano na 24 godziny," mówi jeden z bohaterów filmu.

Viktor Orbán w otoczeniu prawicowych europejskich polityków, w tym Marine Le Pen i Geerta Wildersa. Przed nimi stoi duża grupa dziennikarzy.

Źródło zdjęcia, AFP via Getty Images

Podpis zdjęcia, Orbána popierają znani europejscy politycy skrajnej prawicy

Film trafił do kin nieco ponad dwa tygodnie przed wyborami. W kampanii niemal codziennie padają twierdzenia o krajowych i zagranicznych spiskach, które miałyby na celu utrudnienie uczciwego głosowania.

Przedstawiciele Fideszu, w tym Orbán, zarzucają Unii Europejskiej i Ukrainie ingerencję mającą uniemożliwić partii piąte z rzędu wyborcze zwycięstwo.

Z kolei niezależne media i opozycyjna partia Tisza twierdzą, że Orbán - postrzegany jako najbliższy partner Rosji w UE - jest wspierany przez Kreml.

Dziennik Washington Post poinformował niedawno, że rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) miała proponować zainscenizowanie pozorowanego zamachu na Orbána.

Gazeta przedstawia też dowody na to, że węgierski minister spraw zagranicznych, Péter Szijjártó, miał na bieżąco informować szefa rosyjskiej dyplomacji o przebiegu zamkniętych posiedzeń podczas szczytów Rady Europejskiej.

Z kolei polski premier Donald Tusk ujawnił, że Litwa już wiele lat temu prosiła o wykluczenie węgierskiej delegacji ze spotkania NATO, obawiając się wycieku informacji do Moskwy.

Szijjártó początkowo potępił zarzuty jako fałszywe. Potem stwierdził, że konsultacje z sojusznikami są „całkowicie naturalne".

„Konsultuję się z Turkami, Serbami i rosyjskim ministrem spraw zagranicznych. W razie potrzeby konsultuję się z Chińczykami, państwami Afryki i Azji Południowo-Wschodniej, by nawiązać współpracę, która w jak największym stopniu będzie służyć interesom Węgier," powiedział.

„Nie zrezygnujemy z interesu narodowego, nawet jeśli w węgierskich wyborach dochodzi do rażącej ingerencji zagranicznych służb wywiadowczych przy udziale Brukseli," twierdził.

Wyniki węgierskich sondaży znacząco się różnią.

Agencja Median podała w środę, że Tisza prowadzi 58% do 35%. Natomiast finansowany przez węgierski rząd Nézöpont dał Fideszowi przewagę 46% do 40%.

Tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Joanna Kozłowska