Jak wojna w Ukrainie stała się elementem węgierskiej kampanii wyborczej

Źródło zdjęcia, Reuters
- Autor, Nick Thorpe
- Stanowisko, Korespondent BBC News w Budapeszcie
- Czas czytania: 6 min
Ogarnięta wojną Ukraina „posunie się do wszystkiego", by zapobiec zwycięstwu premiera Viktora Orbána i jego partii Fidesz w nadchodzących wyborach na Węgrzech, twierdzi rząd w Budapeszcie.
Węgierscy ministrowie zarzucają Kijowowi planowanie aktów przemocy fizycznej wobec Orbána i jego rodziny, a także sabotaż lub ataki na kluczowe instalacje energetyczne.
Z kolei ukraiński rząd oskarża węgierskie władze o podsycanie kampanii nienawiści, by nastraszyć Węgrów i skłonić ich do ponownego głosowania na Fidesz.
W tle jest trzecia strona: Rosja.
W środę rano gazeta Financial Times poinformowała, że Social Design Agency - firma konsultingowa powiązana z Kremlem - przygotowuje na Węgrzech masową kampanię dezinformacyjną, by wesprzeć Orbána. Ma ona również zdyskredytować opozycyjną partię Tisza i jej lidera, Petera Magyara.
Do wyborów parlamentarnych na Węgrzech pozostał niecały miesiąc. Według niektórych analityków antyukraińska histeria świadczy o panice Orbána w obliczu prawdopodobnej porażki.
W najnowszym sondażu jego partia Fidesz przegrywa z Tiszą stosunkiem głosów 39% do 50%.
Inni twierdzą, że Orbán dobrze zna swoich wyborców - i jeśli uda mu się ich przekonać, że Węgrom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, 12 kwietnia może odnieść niespotykany, piąty z rzędu triumf.

Główny spór dotyczy zakłóceń funkcjonowania rurociągu Przyjaźń (ros. Drużba), od którego uzależnione są węgierskie rafinerie, a także zarządzane przez Węgrów rafinerie w Słowacji.
Przepływ ropy rurociągiem wstrzymano 27 stycznia - po tym, jak rosyjski dron spowodował pożar w centrum przeładunkowym w Brodach, na zachodzie Ukrainy.
Od tego czasu na Węgry nie dotarły żadne dostawy surowca.
W zeszłym tygodniu Orbán przedstawił zdjęcia satelitarne, które - jak twierdził - pokazują, że rurociąg jest nienaruszony. Węgierski premier i jego ministrowie oskarżają Kijów o opóźnianie napraw, by spowodować niedobory paliwa na Węgrzech i zaszkodzić szansom Fideszu na reelekcję.
„Rząd Orbána nie mówi całej prawdy," powiedział BBC András Rácz, analityk ds. bezpieczeństwa z Niemieckiej Rady Stosunków Zagranicznych. Miał na myśli stwierdzenia węgierskiego rządu, że nie ma już żadnych przeszkód technicznych dla wznowienia dostaw rosyjskiej ropy na Węgry.
Według Rácza rosyjski atak z 27 stycznia uszkodził zbiornik w Brodach zawierający 75 milionów litrów ropy naftowej. Aby ocalić zapasy i zapobiec katastrofie ekologicznej, przepompowano je do rurociągu, gdzie miały być tymczasowo przechowywane.
Ropa w rurociągu - oraz uszkodzenia techniczne wynikające z pierwszego i kolejnego ataku Rosji na Brody - uniemożliwiają dostawy.
Ukraina twierdzi, że naprawa może potrwać sześć tygodni.

Antyukraińska histeria przybiera na Węgrzech różne formy.
Cały kraj pokryły ogromne billboardy i plakaty wyborcze. Niektóre przedstawiają prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego, błagającego szefów UE o pieniądze.
Na innych widzimy Zełenskiego obok Petera Magyara. Orbán oskarża kierowaną przez Magyara partię Tisza o planowanie włączenia Węgier do wojny w Ukrainie. Według Fideszu Magyar przyłączyłby Budapeszt do tak zwanego „lobby prowojennego" w Brukseli.
Lider Tiszy stanowczo zaprzecza.
„Jesteśmy prawdziwą partią pokoju," mówi do tłumów podczas codziennych wieców w całym kraju.
Orbán i jego ministrowie również podróżują po kraju, przemawiając na zgromadzeniach zwolenników Fideszu. Określają je mianem „antywojennych".
Najbardziej szokujący film – wyprodukowany przez Fidesz przy użyciu sztucznej inteligencji – pokazuje małą dziewczynkę pytającą płaczącą matkę, kiedy wróci jej tata. Następnie na ekranie pojawia się jej ojciec: ma zawiązane oczy i ma zostać rozstrzelany. Film sugeruje, że to właśnie spotka Węgrów, jeśli zagłosują na Tiszę.
Użytkownicy Facebooka zgłaszali nagranie, mówiąc, że narusza zasady dotyczące zarówno treści politycznych, jak i przemocy. Jednak platforma odrzuciła ich skargi.
Co niezwykłe w czasach pokoju, węgierską armię wysłano do patrolowania kluczowych obiektów energetycznych: „by uspokoić społeczeństwo," jak twierdzi Fidesz, lub - jak mówi Tisza - „aby je przestraszyć".
Minister obrony Kristof Szalay-Bobrovniczky ostrzegł mieszkańców Debreczyna, miasta na wschodzie Węgier, że ich okolice mogą stać się celem „operacji hybrydowych", w tym sabotażu.
Dominujące media prorządowe pełnią rolę tuby propagandowej dla władz.
„Wiele osób kontaktuje się z nami i pyta, dlaczego - skoro zagrożenie atakiem jest realne - rząd nie udziela informacji na temat schronów przeciwlotniczych," powiedział BBC Tamas Polgar Toth, dziennikarz niezależnego portalu informacyjnego Debreciner.
Burmistrz Debreczyna Laszlo Papp - członek Fideszu - powiedział później portalowi, że władze rozważają tę kwestię.
21 lutego Orbán zawetował przekazanie Kijowowi pożyczki UE - do czasu przywrócenia przepływu ropy rurociągiem Przyjaźń.
Zamiast tego Ukraina zaciągnęła pożyczkę w wysokości 1,5 mld euro u Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by zachować płynność finansową do czasu rozstrzygnięcia sporu.
Jednak wypowiedź Zełenskiego z 4 marca zdawała się zaostrzać impas.
„Mamy nadzieję, że nikt w Unii Europejskiej nie zablokuje pomocy UE w wysokości 90 mld euro (około 383 mld złotych), której obecnie sprzeciwiają się Węgry. W przeciwnym razie przekażemy adres tej osoby naszym siłom zbrojnym, aby mogły ją odwiedzić i porozmawiać z nią w jej własnym języku," powiedział Zełenski. Nie wymienił nazwiska Orbána.
Premier Węgier nie był zadowolony.
„Chcą się nas pozbyć - jeśli to możliwe, za pomocą gróźb - ponieważ jeśli miłe słowa nie działają, to uciekają się do gróźb i szantażu," powiedział w państwowym radiu 6 marca.

Źródło zdjęcia, Hungarian government
Dzień wcześniej dwa pojazdy Oszczadbanku, państwowego banku oszczędnościowego z Ukrainy, zostały zatrzymane podczas przejazdu przez Węgry.
W operacji wykorzystano oddziały antyterrorystyczne TEK. Środowa okładka niezależnego tygodnika HVG przedstawia je jako „prywatną armię" Viktora Orbána.
Prorządowe media twierdzą, że jeden z prawników reprezentujących ukraiński bank w sprawie odzyskania pieniędzy i pojazdów jest zagorzałym zwolennikiem Tiszy.
Wydany w poniedziałek dekret węgierskiego rządu nakazuje prokuratorom zbadanie, „czy węgierskie organizacje przestępcze, organizacje terrorystyczne lub organizacje polityczne obecne na Węgrzech mogły czerpać korzyści z transportowanych aktywów".
W środę na terytorium Ukrainy wjechało samochodem kilkoro członków powołanej przez Budapeszt tzw. misji rozpoznawczej. Mieli sporządzić raport na temat rurociągu Przyjaźń.
„Naszym zadaniem jest ocena stanu rurociągu i stworzenie warunków do jego ponownego uruchomienia," napisał w poście na Facebooku wiceminister energii Gábor Czepek.
Jednak Ukraina mówi, że traktuje grupę jak turystów.
„Ta grupa osób nie ma żadnego oficjalnego statusu, nie bierze też udziału w żadnych oficjalnych spotkaniach. Dlatego nazywanie jej delegacją jest zasadniczo nieprawidłowe," stwierdzono w oświadczeniu ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych.
Po jego opublikowaniu doszło do kolejnej ostrej wymiany zdań między sąsiadami.
Zełenski stwierdził, że „nie wiedział" o przybyciu do Ukrainy węgierskiej delegacji. W odpowiedzi Péter Szijjártó, minister spraw zagranicznych Węgier, oskarżył ukraińskiego lidera o kłamstwo – i opublikował oficjalną notę węgierskiej ambasady w Kijowie, by udowodnić swoją rację.
Władze w Kijowie odparły, że informowały wcześniej Budapeszt, iż „terminy wizyty zaproponowane w powyższej notatce ambasady są nie do przyjęcia dla strony ukraińskiej".
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Joanna Kozłowska








