Jak wojna w Ukrainie stała się elementem węgierskiej kampanii wyborczej

Viktor Orbán, ubrany w ciemny garnitur, ściska dłoń Wołodymyra Zełenskiego, który ma na sobie czarną bluzę i spodnie koloru khaki. W tle widoczne flagi Węgier i UE. Po lewej biała mównica z napisem ,,Kijów, 2 lipca 2024 r." i obrazem ukraińskiej flagi.

Źródło zdjęcia, Reuters

Podpis zdjęcia, Liderzy Węgier i Ukrainy nie szczędzą sobie ostatnio ostrych słów
    • Autor, Nick Thorpe
    • Stanowisko, Korespondent BBC News w Budapeszcie
  • Czas czytania: 6 min

Ogarnięta wojną Ukraina „posunie się do wszystkiego", by zapobiec zwycięstwu premiera Viktora Orbána i jego partii Fidesz w nadchodzących wyborach na Węgrzech, twierdzi rząd w Budapeszcie.

Węgierscy ministrowie zarzucają Kijowowi planowanie aktów przemocy fizycznej wobec Orbána i jego rodziny, a także sabotaż lub ataki na kluczowe instalacje energetyczne.

Z kolei ukraiński rząd oskarża węgierskie władze o podsycanie kampanii nienawiści, by nastraszyć Węgrów i skłonić ich do ponownego głosowania na Fidesz.

W tle jest trzecia strona: Rosja.

W środę rano gazeta Financial Times poinformowała, że Social Design Agency - firma konsultingowa powiązana z Kremlem - przygotowuje na Węgrzech masową kampanię dezinformacyjną, by wesprzeć Orbána. Ma ona również zdyskredytować opozycyjną partię Tisza i jej lidera, Petera Magyara.

Do wyborów parlamentarnych na Węgrzech pozostał niecały miesiąc. Według niektórych analityków antyukraińska histeria świadczy o panice Orbána w obliczu prawdopodobnej porażki.

W najnowszym sondażu jego partia Fidesz przegrywa z Tiszą stosunkiem głosów 39% do 50%.

Inni twierdzą, że Orbán dobrze zna swoich wyborców - i jeśli uda mu się ich przekonać, że Węgrom grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, 12 kwietnia może odnieść niespotykany, piąty z rzędu triumf.

Plakat wyborczy z wizerunkiem prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego, i szefa węgierskiej partii opozycyjnej Tisza, Petera Magyara
Podpis zdjęcia, Plakat wyborczy Fideszu: 'Fidesz to pewny wybór. Oni [Zełenski i Magyar] stanowią ryzyko'

Główny spór dotyczy zakłóceń funkcjonowania rurociągu Przyjaźń (ros. Drużba), od którego uzależnione są węgierskie rafinerie, a także zarządzane przez Węgrów rafinerie w Słowacji.

Przepływ ropy rurociągiem wstrzymano 27 stycznia - po tym, jak rosyjski dron spowodował pożar w centrum przeładunkowym w Brodach, na zachodzie Ukrainy.

Od tego czasu na Węgry nie dotarły żadne dostawy surowca.

W zeszłym tygodniu Orbán przedstawił zdjęcia satelitarne, które - jak twierdził - pokazują, że rurociąg jest nienaruszony. Węgierski premier i jego ministrowie oskarżają Kijów o opóźnianie napraw, by spowodować niedobory paliwa na Węgrzech i zaszkodzić szansom Fideszu na reelekcję.

„Rząd Orbána nie mówi całej prawdy," powiedział BBC András Rácz, analityk ds. bezpieczeństwa z Niemieckiej Rady Stosunków Zagranicznych. Miał na myśli stwierdzenia węgierskiego rządu, że nie ma już żadnych przeszkód technicznych dla wznowienia dostaw rosyjskiej ropy na Węgry.

Według Rácza rosyjski atak z 27 stycznia uszkodził zbiornik w Brodach zawierający 75 milionów litrów ropy naftowej. Aby ocalić zapasy i zapobiec katastrofie ekologicznej, przepompowano je do rurociągu, gdzie miały być tymczasowo przechowywane.

Ropa w rurociągu - oraz uszkodzenia techniczne wynikające z pierwszego i kolejnego ataku Rosji na Brody - uniemożliwiają dostawy.

Ukraina twierdzi, że naprawa może potrwać sześć tygodni.

Na mapie zaznaczono na czerwono dwie gałęzie rurociągu biegnącego z Rosji do Europy. Rozdzielają się na terytorium Białorusi: jedna z nich prowadzi dalej na zachód, do Niemiec, a druga biegnie przez terytorium Ukrainy na Węgry

Antyukraińska histeria przybiera na Węgrzech różne formy.

Cały kraj pokryły ogromne billboardy i plakaty wyborcze. Niektóre przedstawiają prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego, błagającego szefów UE o pieniądze.

Na innych widzimy Zełenskiego obok Petera Magyara. Orbán oskarża kierowaną przez Magyara partię Tisza o planowanie włączenia Węgier do wojny w Ukrainie. Według Fideszu Magyar przyłączyłby Budapeszt do tak zwanego „lobby prowojennego" w Brukseli.

Lider Tiszy stanowczo zaprzecza.

„Jesteśmy prawdziwą partią pokoju," mówi do tłumów podczas codziennych wieców w całym kraju.

Orbán i jego ministrowie również podróżują po kraju, przemawiając na zgromadzeniach zwolenników Fideszu. Określają je mianem „antywojennych".

Najbardziej szokujący film – wyprodukowany przez Fidesz przy użyciu sztucznej inteligencji – pokazuje małą dziewczynkę pytającą płaczącą matkę, kiedy wróci jej tata. Następnie na ekranie pojawia się jej ojciec: ma zawiązane oczy i ma zostać rozstrzelany. Film sugeruje, że to właśnie spotka Węgrów, jeśli zagłosują na Tiszę.

Użytkownicy Facebooka zgłaszali nagranie, mówiąc, że narusza zasady dotyczące zarówno treści politycznych, jak i przemocy. Jednak platforma odrzuciła ich skargi.

Co niezwykłe w czasach pokoju, węgierską armię wysłano do patrolowania kluczowych obiektów energetycznych: „by uspokoić społeczeństwo," jak twierdzi Fidesz, lub - jak mówi Tisza - „aby je przestraszyć".

Minister obrony Kristof Szalay-Bobrovniczky ostrzegł mieszkańców Debreczyna, miasta na wschodzie Węgier, że ich okolice mogą stać się celem „operacji hybrydowych", w tym sabotażu.

Dominujące media prorządowe pełnią rolę tuby propagandowej dla władz.

„Wiele osób kontaktuje się z nami i pyta, dlaczego - skoro zagrożenie atakiem jest realne - rząd nie udziela informacji na temat schronów przeciwlotniczych," powiedział BBC Tamas Polgar Toth, dziennikarz niezależnego portalu informacyjnego Debreciner.

Burmistrz Debreczyna Laszlo Papp - członek Fideszu - powiedział później portalowi, że władze rozważają tę kwestię.

21 lutego Orbán zawetował przekazanie Kijowowi pożyczki UE - do czasu przywrócenia przepływu ropy rurociągiem Przyjaźń.

Zamiast tego Ukraina zaciągnęła pożyczkę w wysokości 1,5 mld euro u Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by zachować płynność finansową do czasu rozstrzygnięcia sporu.

Jednak wypowiedź Zełenskiego z 4 marca zdawała się zaostrzać impas.

„Mamy nadzieję, że nikt w Unii Europejskiej nie zablokuje pomocy UE w wysokości 90 mld euro (około 383 mld złotych), której obecnie sprzeciwiają się Węgry. W przeciwnym razie przekażemy adres tej osoby naszym siłom zbrojnym, aby mogły ją odwiedzić i porozmawiać z nią w jej własnym języku," powiedział Zełenski. Nie wymienił nazwiska Orbána.

Premier Węgier nie był zadowolony.

„Chcą się nas pozbyć - jeśli to możliwe, za pomocą gróźb - ponieważ jeśli miłe słowa nie działają, to uciekają się do gróźb i szantażu," powiedział w państwowym radiu 6 marca.

Viktor Orbán wskazuje palcem na czerwone linie zaznaczone na zdjęciu satelitarnym

Źródło zdjęcia, Hungarian government

Podpis zdjęcia, Według premiera Węgier to zdjęcie satelitarne pokazuje nienaruszony rurociąg Przyjaźń

Dzień wcześniej dwa pojazdy Oszczadbanku, państwowego banku oszczędnościowego z Ukrainy, zostały zatrzymane podczas przejazdu przez Węgry.

W operacji wykorzystano oddziały antyterrorystyczne TEK. Środowa okładka niezależnego tygodnika HVG przedstawia je jako „prywatną armię" Viktora Orbána.

Prorządowe media twierdzą, że jeden z prawników reprezentujących ukraiński bank w sprawie odzyskania pieniędzy i pojazdów jest zagorzałym zwolennikiem Tiszy.

Wydany w poniedziałek dekret węgierskiego rządu nakazuje prokuratorom zbadanie, „czy węgierskie organizacje przestępcze, organizacje terrorystyczne lub organizacje polityczne obecne na Węgrzech mogły czerpać korzyści z transportowanych aktywów".

W środę na terytorium Ukrainy wjechało samochodem kilkoro członków powołanej przez Budapeszt tzw. misji rozpoznawczej. Mieli sporządzić raport na temat rurociągu Przyjaźń.

„Naszym zadaniem jest ocena stanu rurociągu i stworzenie warunków do jego ponownego uruchomienia," napisał w poście na Facebooku wiceminister energii Gábor Czepek.

Jednak Ukraina mówi, że traktuje grupę jak turystów.

„Ta grupa osób nie ma żadnego oficjalnego statusu, nie bierze też udziału w żadnych oficjalnych spotkaniach. Dlatego nazywanie jej delegacją jest zasadniczo nieprawidłowe," stwierdzono w oświadczeniu ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych.

Po jego opublikowaniu doszło do kolejnej ostrej wymiany zdań między sąsiadami.

Zełenski stwierdził, że „nie wiedział" o przybyciu do Ukrainy węgierskiej delegacji. W odpowiedzi Péter Szijjártó, minister spraw zagranicznych Węgier, oskarżył ukraińskiego lidera o kłamstwo – i opublikował oficjalną notę węgierskiej ambasady w Kijowie, by udowodnić swoją rację.

Władze w Kijowie odparły, że informowały wcześniej Budapeszt, iż „terminy wizyty zaproponowane w powyższej notatce ambasady są nie do przyjęcia dla strony ukraińskiej".

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Joanna Kozłowska