Oglądasz tekstową wersję strony, która zużywa mniej danych. Zobacz pełną wersję tej strony ze wszystkimi zdjęciami i wideo.
Jak wzrost cen ropy i gazu, wywołany konfliktem USA i Izraela z Iranem, mógłby wpłynąć na Polskę?
Ceny ropy i gazu skoczyły w ostatnich dniach po tym, jak ruch morski przez strategicznie ważną cieśninę Ormuz został praktycznie zatrzymany w następstwie sobotnich wspólnych amerykańskich i izraelskich ataków na Iran oraz późniejszych irańskich ataków odwetowych na kraje w regionie.
Cieśnina Ormuz to kluczowy szlak wodny u wybrzeży Iranu, przez który przepływa około 20% światowych dostaw ropy i gazu.
Zakłócenia dodatkowo obciążyły europejskie zapasy gazu, które po zimie są mocno uszczuplone, i skłoniły ekonomistów w regionie do rewizji prognoz wzrostu gospodarczego oraz inflacji na 2026 rok.
Kryzys pogłębił się w środę, gdy katarskie państwowe przedsiębiorstwo gazowe wstrzymało produkcję LNG. Źródła cytowane przez Reuters poinformowały, że produkcja i eksport mogą nie wrócić do normy przez co najmniej miesiąc. QatarEnergy powołał się później na siłę wyższą w odniesieniu do dostaw LNG po atakach na swoje instalacje produkcyjne.
Narastające napięcia na Bliskim Wschodzie budzą obawy w Polsce, gdzie dostawy LNG i ropy z Kataru i Arabii Saudyjskiej stanowią element krajowego miksu energetycznego.
Państwowy koncern Orlen ma długoterminowy kontrakt na dostawy LNG z Qatargas. W ubiegłym roku Orlen odebrał 17 ładunków LNG z Kataru — około 21% z 81 rozładowanych w Polsce — podczas gdy większość, 62 ładunki (77%), pochodziła ze Stanów Zjednoczonych.
Według Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) w 2024 roku Polska sprowadzała większość ropy przerabianej w krajowych rafineriach z Arabii Saudyjskiej (50,7%), Norwegii (31,2%) oraz Stanów Zjednoczonych (7,9%).
Polski rząd próbował uspokoić społeczne obawy o bezpieczeństwo energetyczne kraju, oświadczając w komunikacie opublikowanym w poniedziałek, że irańskie ataki odwetowe na państwa Zatoki — w tym obszary z kluczową infrastrukturą naftową i gazową — nie stanowią zagrożenia dla stabilności dostaw ropy i gazu do Polski.
W środę w rozmowie z radiem TOK FM minister energii Miłosz Motyka powiedział, że Polska byłaby w stanie zrekompensować ewentualny ubytek dostaw katarskiego LNG, jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużał.
„Mamy dobrze przygotowaną i zdywersyfikowaną strategię dostaw. Gdyby konflikt miał trwać dłużej, moglibyśmy szybko zastąpić LNG z Kataru — które pokrywa 10% naszego zapotrzebowania — gazem z innych źródeł," stwierdził.
Motyka dodał, że zapasy gazu w Polsce znajdują się na „odpowiednim poziomie", ponieważ zima dobiega końca, a gaz nie jest już potrzebny do ogrzewania bloków mieszkalnych.
Jego słowa kontrastowały z wypowiedziami opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości, które na swoim oficjalnym koncie na platformie X zamieściło ostrzeżenia dotyczące rosnących cen paliw, oskarżając rząd o bierność.
W jednym z nagrań udostępnionych na platformie wiceprezes PiS i była premier Beata Szydło powiedziała:
„Konflikt na Bliskim Wschodzie generuje kolejne kryzysy. Przed nami poważny kryzys paliwowy. Będziemy płacić coraz więcej za tankowanie swoich pojazdów. Co na to polski rząd? Czy słyszeliście o jakiś propozycjach, które miałyby zabezpieczyć polskich obywateli przed tym kryzysem?"
We wtorek, przed posiedzeniem rządu, premier Donald Tusk starał się odpowiedzieć na krytykę, oskarżając polityków opozycji o szerzenie fałszywych narracji o rzekomych brakach paliwa.
„Sytuacja jest absolutnie stabilna. Nie ma żadnego — nawet najmniejszego — powodu do niepokoju, jeśli chodzi o dostawy czy zapasy paliw," powiedział Tusk.
W poniedziałek rząd opublikował także oświadczenie ostrzegające przed dezinformacją dotyczącą bezpieczeństwa energetycznego Polski w związku z kryzysem na Bliskim Wschodzie.
„Kryzys na Bliskim Wschodzie wywołał falę wpisów w mediach społecznościowych, które noszą znamiona skoordynowanej kampanii dezinformacyjnej. Ich autorzy próbują przekonać Polaków, że krajowi grożą braki paliw i gazu, że ceny gwałtownie wzrosną, a obywatele powinni zacząć robić zapasy," czytamy w komunikacie.
W oświadczeniu nie wskazano żadnych konkretnych kont ani źródeł.
Co może się wydarzyć dalej?
Wzrost cen ropy wywołany konfliktem na Bliskim Wschodzie zwiększył ryzyko podwyżek kosztów paliw dla kierowców, ponieważ ropa jest kluczowym składnikiem benzyny i oleju napędowego — co oznacza, że wyższe ceny ropy mogą bezpośrednio przełożyć się na wyższe ceny na stacjach.
Potencjalne podwyżki będą zależeć od skali i czasu trwania konfliktu. Na tym etapie wciąż istnieje wiele niewiadomych co do tego, czy sytuacja będzie miała trwały wpływ na ceny ropy, gazu i szeroko pojętych kosztów energii.
Jeśli podwyższone ceny paliw utrzymają się dłużej, mogą też wywołać efekt domina i przełożyć się na wzrost cen towarów na sklepowych półkach.
Wzrost cen benzyny i oleju napędowego podniósłby koszty transportu dla firm przewożących żywność i inne produkty po kraju — a sklepy i supermarkety mogłyby przerzucić te koszty na konsumentów, podnosząc ceny i zwiększając koszty życia.
Może pojawić się także bardziej bezpośredni wpływ na żywność. „Niektóre składniki ropy naftowej są wykorzystywane do produkcji nawozów, co potencjalnie może przełożyć się na wyższe ceny żywności" — powiedział BBC Benjamin Godwin, partner w firmie doradczej PRISM Strategic Intelligence.
Jednak jeśli zakłócenia okażą się krótkotrwałe, jest mało prawdopodobne, by spowodowały natychmiastowy wzrost cen żywności — dodał Godwin.
Czy istnieje ryzyko zakupowej paniki w Polsce?
W swoim poniedziałkowym oświadczeniu rząd próbował uspokoić opinię publiczną, podkreślając, że autorzy „fałszywych komunikatów" o rzekomych brakach paliwa chcą „siać panikę", podczas gdy w rzeczywistości nie ma żadnego zagrożenia dla dostaw w kraju.
"Warto zauważyć, że przy podobnych wydarzeniach dochodziło już do masowego ruszania na stacje paliw czy bankomaty. W takich sytuacjach, nawet jeśli zapasy są wystarczające, chwilowa dostępność może być ograniczona, ponieważ łańcuchy dostaw zaczynają się blokować pod wpływem sztucznie wywołanego popytu", powiedział w rozmowie z BBC Aleksander Szymkiewicz, analityk w redakcji fact-checkingowej Demagog.
Zakupowa panika często pojawia się wtedy, gdy konsumenci nie mają dostępu do jasnych i wiarygodnych informacji, zwłaszcza w sytuacjach, gdy plotki, alarmujące doniesienia medialne lub dezinformacja szybko rozprzestrzeniają się w mediach społecznościowych.
Zwykle objawia się to nagłym wzrostem popytu na podstawowe produkty — takie jak paliwo, które ludzie zaczynają kupować lub gromadzić w dużych ilościach.
Takie zachowania najczęściej występują podczas kryzysów, kiedy brak potwierdzonych informacji łączy się z chęcią zabezpieczenia podstawowych potrzeb. Dobrym przykładem była wczesna faza pandemii COVID‑19 w 2020 roku, kiedy niepewność wywoływała masowe kupowanie i gromadzenie zapasów.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Magda Mis