Włochy: rosyjski tankowiec na Morzu Śródziemnym 'może wybuchnąć w każdej chwili'

Zdjęcie wykonane z powietrza 15 marca 2026 roku. Przedstawia wrak rosyjskiego tankowca Arctic Metagaz, dryfującego między Maltą a włoską wyspą Lampedusa.

Źródło zdjęcia, Miguela XUEREB/Newsbook Malta/AFP

Podpis zdjęcia, Tankowiec Arctic Metagaz uznano początkowo za zatopiony. Od początku marca dryfuje po Morzu Śródziemnym
    • Autor, Sarah Rainsford
    • Stanowisko, Korespondentka ds. Europy Południowej i Wschodniej
    • Relacja z, Rzym
  • Czas czytania: 4 min

Objęty sankcjami rosyjski tankowiec, załadowany skroplonym gazem ziemnym, dryfuje bez kontroli po Morzu Śródziemnym – bez załogi i z ogromną dziurą w burcie. Kraje UE ostrzegają o „poważnym ryzyku wielkiej katastrofy ekologicznej".

Urzędnik z Włoch - jednego z dziewięciu krajów, które wystosowały wspólne pismo wzywające Komisję Europejską do podjęcia działań - nazwał tankowiec Arctic Metagaz „ekologiczną bombą" gotową do wybuchu.

Statek należy do tzw. floty cieni, transportującej objętą sankcjami rosyjską ropę i gaz. Został poważnie uszkodzony - prawdopodobnie w wyniku ataku morskiego drona, do którego miało dojść na początku marca w pobliżu wód maltańskich.

Ukraina nie skomentowała doniesień o podejrzewanym ataku dronowym.

Statek dryfuje obecnie na południe, w kierunku Libii, oddalając się od wód włoskich i wyspy Lampedusa. Włoskie i maltańskie władze nadal śledzą jego ruchy.

Sekretarz Rady Ministrów Włoch, Alfredo Mantovano, stwierdził w wywiadzie dla włoskiej stacji Radio 24, że zagrożenie związane z tankowcem jest „ogromne". Ostrzegł, że statek może „wybuchnąć w każdej chwili".

Arctic Metagaz ma przewozić „znaczne" ilości skroplonego gazu ziemnego (LNG). Urzędnik z Rzymu poinformował BBC, że na pokładzie znajduje się również 450 ton oleju opałowego i 250 ton oleju napędowego.

We wtorek po południu statek znajdował się około 45 mil morskich (83 km) od włoskich wód terytorialnych i 25 mil (40 km) od strefy poszukiwawczo-ratowniczej przypisanej Libii.

Wypłynął w lutym z rosyjskiego portu w Murmańsku.

Na początku marca, gdy tankowiec stanął w płomieniach, prezydent Rosji Władimir Putin obwinił Ukrainę o „atak terrorystyczny".

Jednak Kijów uznaje rosyjską „flotę cieni" za legalny cel. Należące do niej statki rutynowo pływają z wyłączonymi transponderami, aby uniknąć zachodnich sankcji, a przychody ze sprzedaży ropy i gazu pomagają Moskwie finansować wojnę przeciw Ukrainie.

Od początku pełnoskalowej inwazji Rosja bombarduje również cywilną infrastrukturę energetyczną Ukrainy. W rezultacie w środku zimy ogromna liczba osób została bez ciepłej wody i ogrzewania.

Ostatnio wzrosła liczba i skala ataków dronowych na rosyjskie tankowce.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała w grudniu, że w ciągu dwóch tygodni unieruchomiła na Morzu Czarnym trzy statki. Jeden z nich, o nazwie Dashan, doznał według komunikatu SBU „krytycznych uszkodzeń". Nieco ponad tydzień później na Morzu Śródziemnym zaatakowano tankowiec Quendil.

Według doniesień statek był wtedy pusty.

Minęły dwa tygodnie od serii wybuchów i pożaru, które poważnie uszkodziły tankowiec Arctic Metagaz. Załogę statku odnalazła i uratowała libijska straż przybrzeżna.

Władze portowe w Libii twierdziły początkowo, że tankowiec zatonął. Jednak statek wciąż unosi się na wodzie, bez załogi, i stanowi zagrożenie.

Światowy Fundusz na rzecz Przyrody (WWF) ogłosił, że jego personel znajduje się w stanie „najwyższej gotowości".

WWF ostrzega, że możliwy wyciek gazu może spowodować pożary i długotrwałe zanieczyszczenie obszaru o „wyjątkowych walorach ekologicznych", stanowiącego siedlisko wielu chronionych gatunków.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Joanna Kozłowska