Ratownicy obwiniają pogodę i 'niedostatecznie przygotowanych narciarzy' za wzrost liczby ofiar lawin w Alpach

- Autor, James Waterhouse
- Stanowisko, Korespondent ds. Europy
- Relacja z, Val Thorens, francuskie Alpy
- Czas czytania: 5 min
Z pokładu naszego helikoptera nad Alpami można dostrzec ślady i zagłębienia po niedawnych lawinach.
Według Europejskiej Służby Ostrzegania Lawinowego w tym sezonie w górach zginęło już ponad 100 osób – to przybliżona liczba, jakiej nie widziano od ośmiu lat.
Gdy nasz pilot przechyla śmigłowiec ratunkowy nad jednym z poszarpanych grzbietów poniżej, widzimy narciarzy przypominających mrówki – ustawiają się w kolejkach do wyciągów albo zjeżdżają różnymi trasami.
Gęsty śnieg pokrywający Tarentaise – rozległą sieć dolin w sercu Alp Francuskich – ma w sobie urzekające piękno.
„Podobnie jak na całym świecie, klimat się zmienia" – mówi Frédéric Bonnevie, nasz przewodnik i patrolowiec górski z 32-letnim doświadczeniem.
Wskazuje na krótsze zimy oraz fakt, że najlepszy puchowy śnieg można dziś znaleźć na większych wysokościach.
Choć pokrywa śnieżna jest w tym sezonie gruba, jest też niestabilna, co przyczyniło się do gwałtownego wzrostu liczby ofiar lawin w Alpach.
Bonnevie wyjaśnia, że warunki na przygotowanych trasach można kontrolować, ale poza nimi już nie – i to właśnie tam narciarze wpadają w niebezpieczne sytuacje.

Źródło zdjęcia, BBC/Paul Pradier
„Wiele ofiar to narciarze, którzy często tu przyjeżdżają, mają dobre umiejętności techniczne, ale niekoniecznie są znawcami górskiego środowiska," mówi Stéphane Bornet, dyrektor Anena, francuskiego stowarzyszenia zajmującego się bezpieczeństwem na śniegu.
Jak dodaje, kilku z nich nie miało zestawów bezpieczeństwa, takich jak nadajnik lawinowy umożliwiający zlokalizowanie poszkodowanego czy łopata. Bornet twierdzi też, że nie przeprowadzili podstawowego rozeznania dotyczącego tras, którymi chcieli jechać.
Statystyki są trzeźwiące: jeśli masz przy sobie nadajnik lawinowy, masz około 70% szans na przeżycie lawiny – mówią służby ratunkowe. Kluczowe jest pierwszych 16 minut po zasypaniu.
Jeśli go nie masz, akcja ratunkowa trwa dłużej, wymaga dziesiątek osób i większej ilości sprzętu, a szansa przeżycia spada do 20%.

„Najczęściej, kiedy przyjeżdżamy, jest już za późno," mówi Pierre Boulonnais, który od 17 lat patroluje stoki Val Thorens. Jego pokryta zmarszczkami twarz zdradza człowieka gór, który dobrze zna śnieg.
„Dlatego trzeba mieć przy sobie cały sprzęt ratunkowy i jeździć w grupie, ale czasem można po prostu znaleźć się w złym miejscu o złym czasie," dodaje.
Rozmawiamy, gdy kopie niewielki dół poza trasą. Krótka droga w to miejsce jest wyczerpująca, bo trzeba cały czas się poruszać, aby nie zapadać się w miękkim puchu.
Po chwili cierpliwego czekania, aż złapię oddech, Boulonnais wyjaśnia różnicę między mokrym a suchym śniegiem.
Przeciąga metalową linijkę przez 60 cm miękkiej górnej warstwy, zanim natrafia na gęsty, sprasowany śnieg pod spodem – niewidoczny gołym okiem.
„Jeśli znajdziesz się pod zaledwie 50 cm śniegu o takiej gęstości, masz już ponad ćwierć tony nacisku na sobie," wyjaśnia Bornet.

Źródło zdjęcia, BBC/Paul Pradier
Doniesień o lawinach nie brakowało ostatnio we francuskich mediach. Niedawno odnaleziono ciała dwóch narciarek zasypanych śniegiem w La Chapelle d'Abondance, po tym jak ich samochód stał porzucony na parkingu.
W Isère 64 osoby musiały zostać ewakuowane helikopterem po tym, jak ich wioska została odcięta. „To było jak życie w głębi Syberii" – cytowano jednego z mieszkańców.
Pojawiają się pytania o wpływ zmian klimatycznych oraz apele, aby „cudzoziemcy i lekkomyślni" płacili za akcje ratunkowe.
Spośród milionów odwiedzających co roku te kurorty jedna czwarta to Brytyjczycy, a dla tych, którzy wysiadają z wyciągu na wysokości 2800 m, ostatnie wydarzenia wydają się być wciąż w pamięci.
„Oczywiście bardzo uważnie to obserwujemy," przyznaje Bella.
„W zeszłym tygodniu wielu naszych znajomych było na feriach i mieli świetne warunki śniegowe, ale jednocześnie w mediach społecznościowych pojawiało się mnóstwo informacji o lawinach, więc jesteśmy trochę poddenerwowani."
Ryzyko lawin jest oceniane w pięciostopniowej skali — poziom pierwszy oznacza ogólnie stabilne warunki, a poziom piąty wskazuje na spodziewane liczne, duże lawiny schodzące samoczynnie.
Ratownicy górscy podkreślają, że najwięcej śmiertelnych wypadków zdarza się przy poziomie trzecim, który bywa przez ludzi bagatelizowany.
Załogi ratownicze, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że obecnie zagrożenie lawinowe nadal utrzymuje się na wysokim poziomie.
W Szwajcarii niedawno wykoleił się pociąg po tym, jak lawina uderzyła w jego bok. Nikt nie zginął.
Diego Gonçalo nagrał momenty po lawinie w St. Anton w Austrii — w dolinie widać było ogromną chmurę śniegu. W zdarzeniu zginęły trzy osoby.
„Wszyscy byli oszołomieni tym widokiem," wspomina. „Nie było żadnego dźwięku, a potem usłyszeliśmy przyjazd służb ratunkowych — helikoptery, karetki i policję."
Dodaje: „Niesamowite, co potrafi natura — a później uświadamiasz sobie, że może cię zabić i nic z tym nie zrobisz. Czujesz się wtedy taki mały."
W przeszłości liczba ofiar lawin bywała równie wysoka, więc choć panuje zgoda, że zmiany klimatyczne odgrywają pewną rolę, nie jest jeszcze jasne, w jakim stopniu.
Wahania temperatur wpływają jednak na ilość śniegu, moment jego opadów i miejsca, gdzie się gromadzi.
„Pod koniec października mieliśmy dużo śniegu, potem za mało w czasie świąt Bożego Narodzenia" – wyjaśnia Bonnevie, szef zespołów patrolowych w górach.
„Gdy więc w styczniu spadło dużo śniegu, ryzyko lawin było wysokie."

Instruktor jazdy poza trasą z 25-letnim doświadczeniem powiedział nam, że zauważył też zmianę kulturową: dawniej narciarze jeżdżący poza trasami czekali kilka dni po opadach śniegu, aby pokrywa się ustabilizowała. Dziś – jak twierdzi – wyruszają natychmiast, aby maksymalnie wykorzystać krótki urlop.
Bonnevie się zgadza: „Nowe pokolenie chce być najlepsze, największe i najszybsze."
Ratownicy uważają, że oprócz zmieniającej się pogody znaczenie ma też ludzka beztroska, a dla urzędników takich jak Bornet tę drugą łatwiej jest ograniczyć niż pierwszą.
„Trzeba pamiętać, że góry są wspaniałym placem zabaw i polem przygód" – mówi.
„Zadbajmy o to, aby wspomnienia z nich były pozytywne."
Dodatkowy reportaż: Paul Pradier i Marianne Baisnee.
Edycja: Kamila Koronska
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.








