'Dźwięk telefonu napawa mnie lękiem': jak działają schroniska reagujące na brutalne ataki psów XL bully?

Podpis wideo, Zobacz: Właściciel schroniska pokazuje BBC kojce, w którym przetrzymywane są dziesiątki przejętych agresywnych psów, w tym XL bully
    • Autor, Samantha Poling
    • Stanowisko, BBC Panorama
  • Czas czytania: 8 min

Za wysokimi ogrodzeniami, pod nadzorem monitorujących kamer CCTV, rozlega się głośny chór szczekania. To właśnie tutaj trafia wiele niebezpiecznych lub zabronionych psów po ich przejęciu.

Program BBC Panorama uzyskał rzadki dostęp do jednego z prywatnych, specjalistycznych schronisk, które są obecnie regularnie wykorzystywane do przetrzymywania tych zwierząt po wprowadzeniu w całej Wielkiej Brytanii zakazu psów American bully XL w 2024 r. Schroniska przyjmują przejęte lub porzucone zwierzęta, których policja nie jest w stanie zakwaterować samodzielnie.

Poproszono nas o nieujawnianie lokalizacji schroniska ani tożsamości jego pracowników. Jak powiedział prowadzący je mężczyzna, którego nazywamy Mark, część psów została przejęta od członków zorganizowanych grup przestępczych, którzy mogliby próbować je odzyskać lub skrzywdzić personel.

To jeden z siedmiu obiektów prowadzonych przez tę samą firmę, które łącznie mieszczą ponad 500 psów American bully. Gdy odwiedzamy to miejsce, wszystkie boksy są zajęte, a wiele z nich zasłonięto przegrodami, ponieważ niektóre psy są tak pobudliwe, że nasza obecność mogłaby je sprowokować.

Gdy dochodzi do ataku, Mark i jego zespół otrzymują wezwanie, by przejąć psa. Czasami, jak mówi, zwierzę wciąż znajduje się przy ciele swojej ofiary.

„Ciężko ogląda się dorosłych. Dla mnie dzieci są jeszcze trudniejsze," mówi Mark.

„Nienawidzę wakacji szkolnych, nienawidzę przerw semestralnych, nienawidzę Świąt. Boję się, gdy dzwoni telefon, ponieważ w czasie wakacji i ferii liczba pogryzień rośnie — to po prostu przerażające".

Oficjalne dane policyjne pokazują, że liczba ataków psów w Wielkiej Brytanii rośnie z roku na rok od 2018 roku, a nasze ustalenia wskazują, że w ciągu 12 miesięcy od wprowadzenia zakazu co najmniej sześć osób zginęło w atakach z udziałem psów American bully.

Jak powiedział nam policyjny ekspert ds. niebezpiecznych psów w Anglii i Walii, sytuacja może się pogorszyć, zanim się poprawi, ponieważ psy kupione przed wprowadzeniem zakazu osiągają dojrzałość.

Z programem Panorama rozmawiała także rodzina Morgan Dorsett — 19‑latki, która zginęła w ataku psa XL bully po wejściu w życie zakazu hodowlanego. Wezwali oni do zaostrzenia przepisów, które ich zdaniem powinny w większym stopniu koncentrować się na właścicielach, a nie tylko na psach, wprowadzając m.in. kontrole podobne do tych stosowanych przy wydawaniu pozwoleń na broń palną.

Podpis zdjęcia, Morgan Dorsett została zamordowana w zeszłym roku przez tyrana z grupy XL

„Te przepisy nie działają. Moja córka nie zginęłaby, gdyby działały," powiedziała nam matka Morgan Dorsett, Marie Smith.

„Prawo musi się zmienić".

Mark mówi, że w ciągu dwóch dni po naszej wizycie on i jego zespoły w całej Wielkiej Brytanii zostali wezwani do kolejnych 39 oddzielnych ataków psów.

Siedemnaście z nich dotyczyło psów American XL bully, a dziewięć osób doznało obrażeń zmieniających życie.

'Niebezpiecznie niekontrolowany'

Gdy prowadzi nas do obiektu, Mark uprzedza, byśmy się przygotowali.

„Nigdy wcześniej nie wpuszczaliśmy tu kamer, ale ludzie muszą zrozumieć, co dzieje się w społeczeństwie — to, o czym czytają w gazetach. Muszą to zrozumieć. To jest problem".

W rzędzie za rzędem metalowych klatek w tym miejscu przetrzymywanych jest 120 niebezpiecznych psów. Wszystkie należą do ras objętych zakazem lub wykazują wysoki poziom agresji.

Podpis zdjęcia, Psy w kojcach są klasyfikowane – na zielono oznacza się najmniej agresywne, a na czarno – najbardziej agresywne.

Niektóre z psów dokonują samookaleczeń lub mogą stać się natychmiast agresywne, rzucając się na metalowe kraty. Tydzień przed naszą wizytą jeden z psów zdołał nawet wydostać się ze swojego boksu do sąsiedniego.

Spacerując po obiekcie, widzimy przy każdej klatce dużą, kolorową tabliczkę. Każdy pies został oznaczony kolorem — zielony oznacza najmniej agresywnego, a czarny najbardziej.

Na jednej z czarnych klatek widnieje napis: „Niebezpiecznie niekontrolowany, pogryzł sąsiada w twarz, naruszył warunki zwolnienia". Na innej: „Poziom pogryzienia: pięć, potencjalnie śmiertelne".

Jak mówi Mark, przed wprowadzeniem zakazu psów XL bully 90% przebywających tu zwierząt otrzymałoby zieloną ocenę. Obecnie poziom agresji uległ zmianie — tylko dwa z 120 psów mają tę kategorię.

„Zawsze działamy na granicy możliwości," mówi Mark.

„Nie ma chwili, żeby nasze schroniska nie były pełne. A w ostatnich latach wypełniają je psy XL bully".

Dodaje, że sceny, których był świadkiem podczas niektórych interwencji po atakach psów, „przypominały horror".

„W ciągu ostatnich trzech lat widziałem zbyt wiele obrażeń zmieniających życie — więcej, niż ludzie są w stanie sobie wyobrazić".

W tym momencie dzwoni jego telefon. Jedna osoba została zaatakowana przez swojego psa w samochodzie i utknęła w nim razem ze zwierzęciem. Policja pilnie potrzebuje Marka na miejscu zdarzenia.

'Skup się na zagrożeniu, szkodzie i ryzyku'

Zgodnie z nowymi przepisami z 2024 roku właściciele psów XL bully w Anglii i Walii musieli zarejestrować swoje zwierzęta i zgodzić się na dożywotnie ograniczenia, w tym obowiązek noszenia kagańca, ubezpieczenie oraz sterylizację — środek mający na celu całkowite wyeliminowanie tej rasy.

Alternatywą było przyjęcie 200 funtów rządowego odszkodowania i uśpienie psa. W przeciwnym razie właścicielom groziło przejęcie i uśmiercenie zwierzęcia.

Podobne zakazy obowiązują w Szkocji i Irlandii Północnej.

Liczba niebezpiecznych zwierząt wymagających umieszczenia w schroniskach wzrosła o ponad jedną trzecią od czasu wprowadzenia zakazu — mówi Patrick O'Hara, ekspert ds. niebezpiecznych psów w Narodowej Radzie Szefów Policji w Anglii i Walii.

Podpis zdjęcia, „Myślę, że nadal będziemy świadkami ataków psów, gdy te psy zaczną dorastać i osiągać dojrzałość" – mówi Patrick O'Hara, dowódca taktyczny policji

Wzrost ten wiąże się z kosztami, według O'Hary wydatki na utrzymanie takich zwierząt w schroniskach wzrosły z 4 mln funtów w 2018 roku do 25 mln funtów w pierwszym roku obowiązywania zakazu.

Jak dodaje, ze względu na liczbę zgłoszeń dotyczących niebezpiecznych psów policja musi decydować, na czym skoncentrować swoje zasoby.

„Będziemy musieli podejmować decyzje i skupiać się na zagrożeniu, szkodzie i ryzyku — tam, gdzie zagrożenie dla społeczeństwa jest większe niż w mniej poważnych przypadkach" — mówi.

Psy przejęte w związku z zarzutami karnymi — gdy właściciele naruszyli warunki zwolnienia z zakazu lub zwierzę było zaangażowane w atak — muszą pozostać w schroniskach do czasu zakończenia postępowania. Następnie są zwracane właścicielom lub uśmiercane.

Mark mówi, że w 85% takich przypadków psy przebywające w jego schroniskach wracają do właścicieli.

„Niektóre z tych psów nie powinny wracać do domu… To mnie przeraża, że znów tu trafią. Zdarzało się, że psy wracały do domu po pogryzieniu, a potem ponownie do nas wracały," mówi.

Podpis zdjęcia, „Z pewnością nie zająłem się tym biznesem, żeby usypiać psy," mówi właściciel schroniska „Mark"

Podczas gdy wiele psów przebywających w schroniskach Marka zaatakowało ludzi, część z nich została po prostu porzucona.

W roku poprzedzającym wprowadzenie zakazu RSPCA odnotowało, że w Anglii i Walii porzucono 21 psów XL bully. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy po jego wprowadzeniu liczba ta wzrosła do 129.

Zgodnie z prawem porzucone psy muszą być przetrzymywane przez siedem dni, aby właściciele mieli możliwość ich odebrania. Jeśli jednak należą do rasy objętej zakazem, ósmego dnia są usypiane, ponieważ nie można ich przekazać do adopcji.

„Z pewnością nie zacząłem zajmować się tym, żeby usypiać psy. Ale czy oddałabyś takiego psa do adopcji, nic o nim nie wiedząc? Czy wzięłabyś za to odpowiedzialność? Bo ja nie," mówi Mark.

„Martwię się, że kiedyś będę musiał usiąść przed koronerem i powiedzieć: przepraszam, oddałem tego psa do adopcji, bo było mi go żal. Przepraszam, że pańska córka straciła rękę albo zginęła. I taka jest rzeczywistość tej sytuacji".

Wezwanie o zmianę

Niewielu dotknęły skutki ataków psów tak bardzo jak rodzinę Morgan Dorsett. 19‑latka zginęła w ataku psa XL bully w Bristolu w lutym 2025 roku — rok po wprowadzeniu nowych przepisów.

„Pies ważył więcej niż ona. Rzucił się na szyję. Mam nadzieję i modlę się, że stało się to szybko," mówi nam jej matka, Marie.

Kobiecie postawiono zarzut posiadania niebezpiecznego psa, nad którym nie potrafiła sprawować kontroli, co doprowadziło do obrażeń skutkujących śmiercią.

Matka Morgan domaga się zaostrzenia przepisów, które — jej zdaniem — powinny w większym stopniu koncentrować się na właścicielach, a nie na samych psach.

„Aby mieć w domu broń, trzeba posiadać licencję. Następnie przechodzi się weryfikację… Gdzie są takie kontrole w przypadku tych psów? Gdzie one są? Nie ma ich," mówi.

„Nie możemy dopuścić, by jej śmierć była bezsensowna. Coś musi się po tym wydarzyć".

Podpis zdjęcia, Marie i jej młodsza córka Caelia chcą zaostrzenia prawa

O'Hara, policyjny ekspert ds. niebezpiecznych psów, ostrzega, że psy XL bully „pozostaną z nami przez kolejne pokolenia".

„W krótkiej perspektywie myślę, że nadal będziemy obserwować ataki psów, gdy te zwierzęta zaczną dorastać i osiągać dojrzałość. Sądzę więc, że prawdopodobnie najpierw będzie gorzej, zanim sytuacja się polepszy".

W oświadczeniu Ministerstwo Środowiska, Żywności i Spraw Wiejskich (Defra), odpowiedzialne za kwestie dotyczące niebezpiecznych psów w Anglii i Walii, poinformowało, że „nadal ocenia, czy obecne przepisy dotyczące kontroli psów są wystarczające, aby zapewnić ochronę społeczności".

Dodano również, że rząd „musi wyważyć opinie" osób krytykujących zakaz „z odpowiedzialnością za zapewnienie ochrony społeczeństwa przed atakami psów".

Resort zaznaczył, że prowadzi „ścisłą współpracę z policją, władzami lokalnymi, organizacjami weterynaryjnymi oraz instytucjami zajmującymi się ratowaniem i adopcją zwierząt w celu monitorowania skutków i skuteczności zakazu psów XL bully".

Posiadanie agresywnych psów w Polsce

W przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii, w Polsce nie obowiązuje pełny zakaz posiadania określonych ras psów, choć niektóre z nich uznawane są za agresywne.

Aby móc je posiadać lub rozmnażać w celach zarobkowych, właściciele muszą uzyskać zezwolenie od właściwych władz. Pozwolenia mogą być wydawane przez wójta, burmistrza lub prezydenta miasta.

Zgodnie z aktualną listą opublikowaną na gov.pl, za agresywne uznaje się 11 ras, w tym:

  • amerykański pit bull terrier
  • pies z Majorki (Perro de Presa Mallorquin)
  • buldog amerykański
  • dog argentyński
  • pies kanaryjski (Perro de Presa Canario)
  • tosa inu
  • rottweiler
  • akbash dog
  • anatolian karabash
  • moskiewski stróżujący
  • owczarek kaukaski

Jak tłumaczy Agnieszka Wojtala, rzeczniczka prasowa Związku Kynologicznego w Polsce, nie wszystkie z wymienionych rodzajów psów są faktycznie uznawane za rasy przez Związek Kynologiczny.

„Na przykład nie uznajemy amerykańskiego pit bull terriera za rasę, a mimo to znajduje się on na tej liście," wyjaśnia Wojtala.

Uznanie rasy przez związek kynologiczny oznacza, że posiada ona oficjalny standard i jest objęta kontrolowaną hodowlą.

„American Bully XL nie jest uznawana przez Związek Kynologiczny w Polsce jako rasa. Nie jest również uznawana przez American Kennel Club, z którym współpracujemy".

Dodaje, że mimo to decyzja o dodaniu danego rodzaju psów do listy ras uznawanych za agresywne leży w gestii ustawodawcy i nie wymaga oficjalnego uznania danej kategorii psów za rasę przez Związek.

Jak podano na stronie rządowej, zezwolenie na posiadanie lub hodowlę psa uznawanego za agresywnego wydawane jest pod warunkiem wykazania, że nie będzie on stanowił zagrożenia dla ludzi ani innych zwierząt.

Na stronie nie określono jednak konkretnych środków bezpieczeństwa, wskazując jedynie, że psy powinny być "utrzymywane w warunkach i w sposób niestwarzający zagrożenia".

Opłata za wydanie zezwolenia na posiadanie psa uznawanego za agresywnego wynosi 82 zł, natomiast za prowadzenie jego hodowli — 616 zł. Wnioski można składać online.

Według doniesień The Times niektóre schroniska w Wielkiej Brytanii, w których przebywają psy XL bully, podejmowały próby wysyłania tych zwierząt do Polski i Czech przed wejściem w życie nowego zakazu ich adopcji w lutym tego roku.

Zakaz ten wynikał z przepisów zabraniających rozmnażania, kupowania lub importowania psów typu XL bully w Wielkiej Brytanii, które weszły w życie w październiku ubiegłego roku. Właścicielom przyznano jednak dodatkowy czas na przekazanie zwierząt do adopcji, aby uniknąć masowego usypiania psów.

Irlandzka organizacja charytatywna Dogs Angels Ireland, do której zwrócił się The Times, należała do podmiotów poszukujących możliwości przekazania tych psów do Polski i Czech. Wynikało to z różnic w polskich i czeskich przepisach, które nie wprowadzają całkowitego zakazu posiadania tej rasy.

Nie ma przesłanek, aby twierdzić, że schronisko, które odwiedziła BBC Panorama, próbowało wysyłać psy do adopcji za granicę.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Dodatkowy reportaż i edycja: Kamila Koronska