'Myślałem, że będę tańczył wiecznie, ale wypadek samochodowy zmienił wszystko'

Marc Brew unoszony w „Jabuli” w choreografii Natalie Weir z 1997 roku. Zdjęcie jest czarno-białe i przedstawia dwóch mężczyzn na scenie, ubranych w luźne spodnie i bez koszul. Ten po lewej podnosi Marca Brewa (po prawej).

Źródło zdjęcia, Jim McFarlane

Podpis zdjęcia, Brew był jedynym chłopcem w wiosce, który tańczył i był za to prześladowany
Czas czytania: 5 min

Kiedy był chłopcem w małym rolniczym miasteczku Jerilderie w Australii, Marka Brew można było często spotkać tańczącego na ceglanym wzniesieniu, na którym znajdowały się skrzynki pocztowe jego rodziny.

Z walkmanem przypiętym do spodenek i jaskrawo pomarańczowymi słuchawkami na uszach zastygał jak posąg za każdym razem, gdy przejeżdżał samochód, w grze, którą sam dla siebie wymyślił.

„Uwielbiałem to uczucie, jakie dawał mi taniec," mówi. „Dawał mi pewność siebie i radość".

Była to też pasja, która go wyróżniała. Brew był jedynym chłopcem w miasteczku, który tańczył, i z tego powodu był prześladowany. „Wyzywano mnie obraźliwymi wyzwiskami, jakie można sobie wyobrazić. Wiele dzieci powtarza to, co ich rodzice mówią w domu. Trudno było być jedynym i bardzo mocno czuć się kimś z zewnątrz" — wspomina.

W pewnym momencie przestał tańczyć, ale dziewczęta z jego improwizowanej grupy tanecznej zachęciły go, by wrócił.

Od tego momentu jego talent rozwijał się szybko. W wieku 11 lat nauczyciele namawiali jego matkę, by pozwoliła mu przystąpić do przesłuchań do szkół sztuk performatywnych w Melbourne i Sydney. Dostał się do tych szkół i przyjął stypendium w Melbourne. Wyjazd z domu był „okropny", mówi, ale szkoła dała mu coś, czego wcześniej nigdy nie miał: poczucie przynależności.

Młody Marc Brew klęczy na scenie ze swoją grupą taneczną Jerilderie Junior Dance Group z 1988 roku. Jest w środku zdjęcia, jako jedyny chłopak w grupie, otoczony przez dziewczęta. Wszyscy mają na sobie stroje sceniczne składające się z kolorowych, odblaskowych tkanin i czerni. Wszyscy z uśmiechem wpatrują się w obiektyw aparatu, unosząc lewe ręce.

Źródło zdjęcia, Marc Brew

Podpis zdjęcia, Brew zainteresował się baletem klasycznym, mimo że powiedziano mu, że jego stopy nie są do tego naturalnie przystosowane.

Brew zajął się baletem klasycznym, mimo że mówiono mu, iż jego stopy nie są do niego naturalnie przystosowane. „Po prostu pracowałem ciężej" — mówi. Ostatecznie zdobył miejsce w Australian Ballet School w Melbourne, wiodącym konserwatorium w kraju.

Jednak dążenie do perfekcji miało swoją cenę. Doprowadzał swoje ciało do skrajności, prosząc nawet kolegów z klasy, by siadali na jego stopach, aby wymusić większą elastyczność. Presja, jaką Brew wywierał na swoje ciało, doprowadziła do operacji obu kostek, ale wrócił do zdrowia i wytrwał.

W wieku 17 lat tańczył już zawodowo, a w wieku 19 lat, jeszcze przed ukończeniem ostatniego roku nauki, przyjął kontrakt z zespołem baletowym w Pretorii w Republice Południowej Afryki — co miało zmienić jego życie w sposób, jakiego nigdy nie mógł sobie wyobrazić.

Marc Brew (third from left) in Jabula, choreographed by Natalie Weir, 1997.

Źródło zdjęcia, Jim McFarlane

Podpis zdjęcia, Brew lost all three of his friends in a car crash that left him paralysed.

Dziewięć miesięcy po przyjeździe do Republiki Południowej Afryki, w pewien zwyczajny weekend jak się wydawało, Brew i troje jego przyjaciół – Simon, Toby i Joanne – wyruszyli samochodem do rezerwatu przyrody na jednodniową pieszą wędrówkę.

„Pamiętam tylko, że było dużo zabawy, dużo śmiechu i ekscytacji" — mówi. „A potem, zupełnie niespodziewanie, pamiętam biały błysk".

Czołowo uderzył w nich samochód.

Brew wspomina krótkie momenty: wszystko zdawało się poruszać w zwolnionym tempie, jego przyjaciele byli nieprzytomni, słyszał dzwonienie w uszach, a potem obudził się na żwirze obok wraku ich samochodu. Powiedział ratownikom, by zajęli się jego przyjaciółmi, nie zdając sobie sprawy z powagi własnych obrażeń.

Został przetransportowany śmigłowcem do szpitala, gdzie lekarze przeprowadzili operację ratującą życie. Stwierdzono u niego krwotok wewnętrzny oraz rozległe obrażenia narządów, a także zapadnięcie się płuca.

„Obudziłem się i minęły dwa tygodnie" — mówi. „Byłem podłączony do respiratora, niezdolny do poruszania się. Moja mama tam była, próbując być silna, ale oczywiście była zdruzgotana, widząc mnie w takim stanie".

Joanne, Simon i Toby zginęli w wyniku wypadku. Brew był jedynym ocalałym.

Marc Brew pochyla się do tyłu na wózku inwalidzkim, z uniesionymi wysoko rękami, wykonując na scenie utwór „Remember When”. Ma na sobie białą kamizelkę i białe spodnie, a na ramieniu tatuaż.

Źródło zdjęcia, Andrea Testoni

Podpis zdjęcia, Brew wspomina, że ​​kazał ratownikom skupić się na swoich przyjaciołach, nie zdając sobie sprawy z powagi własnych obrażeń.

Lekarze przekazali mu wiadomość: uraz rdzenia kręgowego oznaczał, że nigdy więcej nie będzie chodził. Odmówił jej przyjęcia. „Nie znali mnie," mówi. „Nie znali mojego ciała. Byłem tancerzem. Myślałem, że zrobię to, co trzeba, i znów będę chodził. Tancerze są bardzo odporni".

Jednak w ośrodku rehabilitacyjnym w Melbourne, po powrocie do Australii, dotarła do niego rzeczywistość. Ruch powrócił do jego rąk, ale nie do nóg. „Nic nie wracało" — mówi. „To było druzgocące".

Mimo to przyjaciele zachęcali go, by wrócił do studia. Na początku nie wiedział, jak to zrobić. Potem nastąpił przełom. Dwóch przyjaciół Brew w Nowym Jorku poznało korzystającą z wózka inwalidzkiego choreografkę Kitty Lunn i skontaktowało ich ze sobą.

Zaprosiła Brew do treningów z jej zespołem Infinity Dance Theatre. Po raz pierwszy zobaczył profesjonalny taniec wykonywany przez osoby poruszające się na wózkach. „Zdałem sobie sprawę, że to możliwe. Musiałem zmienić własne wyobrażenie o tym, jak wygląda tancerz".

W 1999 roku, dwa lata po wypadku, Brew wyjechał do Nowego Jorku. Zaczął na nowo uczyć się technik baletowych, wykorzystując górną część ciała i wózek. „Gdy wyjeżdżałem, byłem pewny siebie i wznosiłem się w górę," mówi.

Marc Brew siedzi na wózku inwalidzkim podczas występu na żywo „Remember When” na scenie. Ma na sobie białą kamizelkę, białe spodnie, białe baletki i tatuaż na ramieniu. Ma zamknięte oczy i głowę uniesioną ku niebu.

Źródło zdjęcia, Andrea Testoni

Podpis zdjęcia, Dwa lata po wypadku Brew zaczął na nowo uczyć się technik baletowych, wykorzystując górną część ciała i wózek inwalidzki.

Brew został następnie cenionym choreografem i dyrektorem artystycznym, znanym z eksplorowania ruchu w różnych ciałach. W 2024 roku współpracował z choreografem Sidi Larbi Cherkaoui przy spektaklu An Accident/A Life — utworze, który opowiada o wypadku i oddaje hołd jego przyjaciołom.

„To sposób na okazanie szacunku Joanne, Simonowi i Toby'emu," mówi. „Ale chodzi też o ponowne odnalezienie życia".

Jego kolejna praca, Boys Don't Dance, nawiązuje do przekazów, które słyszał, dorastając na wiejskich terenach Australii — że chłopcy nie powinni tańczyć. „Gdybym posłuchał, nie byłoby mnie tutaj," mówi.

„Bycie innym jest nie tylko w porządku, jest piękne".

Brew ma teraz małego syna, Jedediaha, który już wykazuje zamiłowanie do ruchu. Tańczą razem w domu, zatrzymując się i zamierając w bezruchu tak jak Brew robił to jako chłopiec w Jerilderie.

„Przypomina mi mnie samego," mówi. „Jest w nim coś, co chce się poruszać".

Artykuł powstał na podstawie odcinka programu Outlook w BBC World Service.

Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.

Edycja: Kamila Koronska