'Myślałem, że będę tańczył wiecznie, ale wypadek samochodowy zmienił wszystko'

Źródło zdjęcia, Jim McFarlane
Kiedy był chłopcem w małym rolniczym miasteczku Jerilderie w Australii, Marka Brew można było często spotkać tańczącego na ceglanym wzniesieniu, na którym znajdowały się skrzynki pocztowe jego rodziny.
Z walkmanem przypiętym do spodenek i jaskrawo pomarańczowymi słuchawkami na uszach zastygał jak posąg za każdym razem, gdy przejeżdżał samochód, w grze, którą sam dla siebie wymyślił.
„Uwielbiałem to uczucie, jakie dawał mi taniec," mówi. „Dawał mi pewność siebie i radość".
Była to też pasja, która go wyróżniała. Brew był jedynym chłopcem w miasteczku, który tańczył, i z tego powodu był prześladowany. „Wyzywano mnie obraźliwymi wyzwiskami, jakie można sobie wyobrazić. Wiele dzieci powtarza to, co ich rodzice mówią w domu. Trudno było być jedynym i bardzo mocno czuć się kimś z zewnątrz" — wspomina.
W pewnym momencie przestał tańczyć, ale dziewczęta z jego improwizowanej grupy tanecznej zachęciły go, by wrócił.
Od tego momentu jego talent rozwijał się szybko. W wieku 11 lat nauczyciele namawiali jego matkę, by pozwoliła mu przystąpić do przesłuchań do szkół sztuk performatywnych w Melbourne i Sydney. Dostał się do tych szkół i przyjął stypendium w Melbourne. Wyjazd z domu był „okropny", mówi, ale szkoła dała mu coś, czego wcześniej nigdy nie miał: poczucie przynależności.

Źródło zdjęcia, Marc Brew
Brew zajął się baletem klasycznym, mimo że mówiono mu, iż jego stopy nie są do niego naturalnie przystosowane. „Po prostu pracowałem ciężej" — mówi. Ostatecznie zdobył miejsce w Australian Ballet School w Melbourne, wiodącym konserwatorium w kraju.
Jednak dążenie do perfekcji miało swoją cenę. Doprowadzał swoje ciało do skrajności, prosząc nawet kolegów z klasy, by siadali na jego stopach, aby wymusić większą elastyczność. Presja, jaką Brew wywierał na swoje ciało, doprowadziła do operacji obu kostek, ale wrócił do zdrowia i wytrwał.
W wieku 17 lat tańczył już zawodowo, a w wieku 19 lat, jeszcze przed ukończeniem ostatniego roku nauki, przyjął kontrakt z zespołem baletowym w Pretorii w Republice Południowej Afryki — co miało zmienić jego życie w sposób, jakiego nigdy nie mógł sobie wyobrazić.

Źródło zdjęcia, Jim McFarlane
Dziewięć miesięcy po przyjeździe do Republiki Południowej Afryki, w pewien zwyczajny weekend jak się wydawało, Brew i troje jego przyjaciół – Simon, Toby i Joanne – wyruszyli samochodem do rezerwatu przyrody na jednodniową pieszą wędrówkę.
„Pamiętam tylko, że było dużo zabawy, dużo śmiechu i ekscytacji" — mówi. „A potem, zupełnie niespodziewanie, pamiętam biały błysk".
Czołowo uderzył w nich samochód.
Brew wspomina krótkie momenty: wszystko zdawało się poruszać w zwolnionym tempie, jego przyjaciele byli nieprzytomni, słyszał dzwonienie w uszach, a potem obudził się na żwirze obok wraku ich samochodu. Powiedział ratownikom, by zajęli się jego przyjaciółmi, nie zdając sobie sprawy z powagi własnych obrażeń.
Został przetransportowany śmigłowcem do szpitala, gdzie lekarze przeprowadzili operację ratującą życie. Stwierdzono u niego krwotok wewnętrzny oraz rozległe obrażenia narządów, a także zapadnięcie się płuca.
„Obudziłem się i minęły dwa tygodnie" — mówi. „Byłem podłączony do respiratora, niezdolny do poruszania się. Moja mama tam była, próbując być silna, ale oczywiście była zdruzgotana, widząc mnie w takim stanie".
Joanne, Simon i Toby zginęli w wyniku wypadku. Brew był jedynym ocalałym.

Źródło zdjęcia, Andrea Testoni
Lekarze przekazali mu wiadomość: uraz rdzenia kręgowego oznaczał, że nigdy więcej nie będzie chodził. Odmówił jej przyjęcia. „Nie znali mnie," mówi. „Nie znali mojego ciała. Byłem tancerzem. Myślałem, że zrobię to, co trzeba, i znów będę chodził. Tancerze są bardzo odporni".
Jednak w ośrodku rehabilitacyjnym w Melbourne, po powrocie do Australii, dotarła do niego rzeczywistość. Ruch powrócił do jego rąk, ale nie do nóg. „Nic nie wracało" — mówi. „To było druzgocące".
Mimo to przyjaciele zachęcali go, by wrócił do studia. Na początku nie wiedział, jak to zrobić. Potem nastąpił przełom. Dwóch przyjaciół Brew w Nowym Jorku poznało korzystającą z wózka inwalidzkiego choreografkę Kitty Lunn i skontaktowało ich ze sobą.
Zaprosiła Brew do treningów z jej zespołem Infinity Dance Theatre. Po raz pierwszy zobaczył profesjonalny taniec wykonywany przez osoby poruszające się na wózkach. „Zdałem sobie sprawę, że to możliwe. Musiałem zmienić własne wyobrażenie o tym, jak wygląda tancerz".
W 1999 roku, dwa lata po wypadku, Brew wyjechał do Nowego Jorku. Zaczął na nowo uczyć się technik baletowych, wykorzystując górną część ciała i wózek. „Gdy wyjeżdżałem, byłem pewny siebie i wznosiłem się w górę," mówi.

Źródło zdjęcia, Andrea Testoni
Brew został następnie cenionym choreografem i dyrektorem artystycznym, znanym z eksplorowania ruchu w różnych ciałach. W 2024 roku współpracował z choreografem Sidi Larbi Cherkaoui przy spektaklu An Accident/A Life — utworze, który opowiada o wypadku i oddaje hołd jego przyjaciołom.
„To sposób na okazanie szacunku Joanne, Simonowi i Toby'emu," mówi. „Ale chodzi też o ponowne odnalezienie życia".
Jego kolejna praca, Boys Don't Dance, nawiązuje do przekazów, które słyszał, dorastając na wiejskich terenach Australii — że chłopcy nie powinni tańczyć. „Gdybym posłuchał, nie byłoby mnie tutaj," mówi.
„Bycie innym jest nie tylko w porządku, jest piękne".
Brew ma teraz małego syna, Jedediaha, który już wykazuje zamiłowanie do ruchu. Tańczą razem w domu, zatrzymując się i zamierając w bezruchu tak jak Brew robił to jako chłopiec w Jerilderie.
„Przypomina mi mnie samego," mówi. „Jest w nim coś, co chce się poruszać".
Artykuł powstał na podstawie odcinka programu Outlook w BBC World Service.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska











