'Nasze dzieci zapłaciły najwyższą cenę' – jak strzelanina w szkole w Dunblane zmieniła Wielką Brytanię

Źródło zdjęcia, Getty Images
- Autor, Craig Williams
- Stanowisko, BBC Scotland
- Czas czytania: 11 min
Nawet po 30 latach fakty dotyczące masakry w Dunblane pozostają trudne do zrozumienia.
W środę rano, 13 marca 1996 roku, uzbrojony napastnik wszedł do sali gimnastycznej miejscowej szkoły podstawowej i w ciągu niespełna czterech minut zamordował 16 dzieci oraz ich nauczycielkę.
Kolejne 12 dzieci i troje dorosłych zostało postrzelonych lub rannych w trakcie ataku. Wszystkie oprócz dwojga dzieci zaatakowanych tego dnia miały zaledwie pięć lub sześć lat.
Przerażenie wywołane tymi zabójstwami dorównywało niedowierzaniu. Jak coś takiego mogło wydarzyć się w Wielkiej Brytanii? Jak mogło wydarzyć się w tak małym, spokojnym miasteczku?
I jak to możliwe, że mężczyzna był w stanie wejść do szkoły z czterema pistoletami i ponad 700 sztukami amunicji, by dokonać masowego mordu?
To, co wydarzyło się tamtego poranka w Dunblane, zmieniło życie tysięcy ludzi. Zmieniło również cały kraj — a w przekonaniu tych, którzy później walczyli o reformy, zapobiegło ponownemu wydarzeniu się podobnej tragedii.
Przed 30. rocznicą tragedii w Dunblane BBC rozmawiało z osobami, które dotknęła.
W dniu strzelaniny Thomas Hamilton, 43‑letni mieszkaniec Stirling o niepokojącej reputacji, pojawił się w szkole tuż po godzinie 09:30.
Udał się do sali gimnastycznej, gdzie klasa Gwen Mayor miała właśnie rozpocząć lekcję wychowania fizycznego.

Źródło zdjęcia, IWC Media
Eileen Harrild była nauczycielką wychowania fizycznego.
„Byłam świadoma, że drzwi sali gimnastycznej zostały gwałtownie otwarte. Do środka wszedł mężczyzna ubrany w strój bojowy, w ochronnych nausznikach, i od razu zaczął strzelać", mówi.
„Na początku celował w dorosłych. Najpierw postrzelił mnie, potem skierował broń na dwoje pozostałych dorosłych w sali, a następnie zaczął strzelać do dzieci."
„Strzały były nieprzerwane i bardzo szybkie, a w jego oczach widać było determinację. Po około trzech czy czterech minutach nastała cisza. Po prostu cisza."
Kenny i Pam Ross opowiadają o pięcioletniej wtedy córce, Joannie, która była w tej klasie. Opisują ją jako „żywiołową", „pełną charakteru", „córeczkę tatusia".
Córka Micka Northa, Sophie, również była tego dnia w sali gimnastycznej. Żona Micka, Barbara, zmarła, gdy Sophie miała trzy lata.
„Byłem samotnym rodzicem wychowującym pięcioletnią córkę. Sophie dopiero niedawno zaczęła chodzić do miejscowej szkoły podstawowej i dobrze sobie radziliśmy."
„Zajęło nam trochę czasu, by uporać się ze śmiercią jej mamy, ale naprawdę zaczynaliśmy iść do przodu", wspomina Mick North.

Źródło zdjęcia, IWC Media
Kenny Ross i Mick North zostali powiadomieni, że w szkole coś się stało. Gdy dotarli na miejsce, przed bramą stał tłum mieszkańców i dziennikarzy.
„Panowała kompletna próżnia informacyjna", mówi North.
„Przez pewien czas nikt nic nie wiedział. W końcu powiedziano nam, że chodzi o klasę pani Mayor — klasę, do której chodziła Sophie."
„Była panika i tłumy ludzi", wspomina Pam Ross.
Gdy skala tragedii zaczęła stawać się jasna, poszkodowanych przewożono do okolicznych szpitali.
Nauczycielka Eileen Harrild została postrzelona w obie ręce, prawą dłoń i lewą stronę klatki piersiowej. Gdy czekała na zabieg, rozpaczliwie próbowała dowiedzieć się, co stało się z dziećmi.
„Zapytałam: 'Ile dzieci przeżyło?'. Bardzo chciałam to wiedzieć. To było dla mnie naprawdę ważne.
Czułam się odpowiedzialna, bo to była moja klasa, a nagle wydarzyło się coś takiego. Musiałam wiedzieć, ile z nich to przeżyje."

Źródło zdjęcia, Getty Images

Źródło zdjęcia, Getty Images
Skala tragedii sprawiła, że rodzice godzinami czekali na informacje o swoich dzieciach.
Pam i Kenny'ego Rossów zawołano na bok i poinformowano, że Joanna nie żyje. Potem wrócili do domu, do swojej czteromiesięcznej córki.
Pam wspomina: „Mama Kenny'ego i moja mama były w naszym domu, opiekowały się dzieckiem. Widziały, jak ciężko jest nam bez Joanny. Nie musieliśmy im nic mówić."
„Byłem po prostu otępiały", mówi Kenny.
„To było bardzo długie oczekiwanie, prawie bez żadnych informacji", mówi Mick North.
„Musiałem czekać aż do wpół do trzeciej po południu, zanim powiedziano mi, co stało się z Sophie. A potem wróciłem do domu, gdzie miałem zostać sam."

Źródło zdjęcia, IWC Media
Hamilton oddał 105 strzałów. Miał przy sobie 743 sztuki amunicji i cztery sztuki broni krótkiej: dwa półautomatyczne pistolety Browning 9 mm oraz dwa rewolwery Smith & Wesson .357 Magnum.
Zaszokowana opinia publiczna natychmiast zaczęła pytać, jak to możliwe, że mógł legalnie posiadać taki arsenał — i co mogą zrobić władze, by uniemożliwić komukolwiek zgromadzenie w przyszłości podobnego.
Hamilton, który na końcu ataku popełnił samobójstwo, był dobrze znany policji i innym organom.
W 1974 roku wydalono go z organizacji skautów po skargach dotyczących jego pracy z młodzieżą, a także obawach co do jego „moralnych intencji wobec chłopców".
W kolejnych latach - od 1981 roku aż do śmierci - prowadził 15 klubów dla chłopców w środkowej Szkocji. Wiele osób zgłaszało w tym okresie zastrzeżenia dotyczące jego zachowania.
Oficjalny raport dotyczący strzelaniny w Dunblane stwierdził, że Hamilton — który obwiniał „złośliwe plotki" o utratę pracy w organizacji skautów oraz o porażkę swojej działalności handlowej — miał seksualny pociąg do młodych chłopców i osobowość paranoiczną.

Źródło zdjęcia, Getty Images
W społeczeństwie narastała również frustracja i złość z powodu faktu, że Hamilton legalnie posiadał broń.
„Kiedy uświadomiłam sobie, że aż do momentu, gdy wpadł do sali gimnastycznej z wyciągniętą bronią, wszystko, co robił, było zgodne z prawem — trzymał tę broń w domu, te pistolety były legalne — byłam naprawdę wściekła. Czułam ogromny gniew", wspomina Eileen Harrild.
Jednak środowiska strzeleckie i właściciele broni zdecydowanie sprzeciwiali się zmianom.
Argumentowali, że ludzie mają prawne prawo do posiadania broni krótkiej, że strzelectwo jest pełnoprawnym sportem jak każdy inny, a podobne incydenty należą do rzadkości. Przekonywali, że zdecydowana większość posiadaczy broni jest odpowiedzialna.
Tymczasem trzy kobiety z okolic Dunblane rozpoczęły kampanię na rzecz całkowitego zakazu broni krótkiej.
Ann Pearston, Jacqueline Walsh i Rosemary Hunter założyły Snowdrop Campaign (pl. Kampanię Przebiśniegów) — nazwaną tak od jedynego kwiatu, który kwitł w czasie strzelaniny. Chciały, by prawo zostało zmienione do czasu, gdy przebiśniegi zakwitną kolejnej wiosny.
„Mieszkałyśmy w Dunblane około 18 miesięcy. Byłyśmy częścią tej społeczności, znałyśmy ludzi."
„Gdybyśmy kupiły dom w Dunblane, tego dnia dwoje moich dzieci byłoby w szkole — jedno z nich byłoby w jednej z trzech klas pierwszych", mówi Pearston.

Źródło zdjęcia, IWC Media
Mimo że — jak same przyznają — „nie wiedziały nic o polityce", zaczęły zbierać podpisy pod petycją do parlamentu w sprawie zakazu broni krótkiej.
„Petycja Przebiśniegów" okazała się pod każdym względem ogromnym sukcesem. W czasach sprzed internetu autorki zasypały worki listów i kartek. Ostatecznie zebrały 705 tys. podpisów.
Rosnąca rozpoznawalność organizatorek przyniosła im zarówno pochwały, jak i groźby śmierci. Trzy nieznane szerzej kobiety stały się osobami publicznymi, debatującymi w telewizji i radiu z politykami i właścicielami broni.
W tym samym czasie ruszyły działania prawne i polityczne w reakcji na strzelaninę. Publiczne śledztwo, któremu przewodniczył szkocki sędzia Cullen, rozpoczęło się w Stirling pod koniec maja.
Postępowanie trwało pięć tygodni, podczas których wysłuchano wstrząsających zeznań. Zadaniem komisji było zbadanie okoliczności tragedii w Dunblane, obowiązującego prawa dotyczącego broni i kwestii bezpieczeństwa w szkołach.

Źródło zdjęcia, Getty Images
Ann Pearston była obecna przez cały czas trwania postępowania.
„Po wysłuchaniu wszystkich dowodów i przeczytaniu absolutnie wszystkich dokumentów złożonych w ramach tego śledztwa, nie sądziłam, że mogło dojść do innego wniosku niż całkowity zakaz", mówi.
Jednak minister spraw wewnętrznych, Michael Howard, uważał, że nie może zobowiązać rządu do wdrożenia rekomendacji Cullena. To wzbudziło niepokój wśród części osób związanych z kampanią.
„Nie miałem przekonania, że nam się uda", mówi Mick North. „Trzeba było na nich naciskać, i to mocno".
Podczas wizyty w Londynie, gdzie prezentowali „Petycję Przebiśniegów", spotkali się z liderem Partii Pracy, Tonym Blairem.
„Częścią szoku było dla mnie to, że moje dzieci — trochę starsze, ale jednak — wciąż chodziły do szkoły", wspomina Blair.
„Bardzo im współczułem, ale jako lider polityczny nie możesz podejmować wszystkich decyzji jedynie na bazie kampanii wzywającej do jakiegoś działania".

Źródło zdjęcia, IWC Media
Blair - były prawnik przygotowujący się wówczas do wyborów parlamentarnych - skłaniał się ku temu, by poczekać na ustalenia raportu lorda Cullena, zanim zobowiąże się do jakichkolwiek działań.
To jednak nie zadowalało Kenny'ego Rossa.
„Tony powiedział, że jeśli zostanie wybrany, zrobi, co będzie mógł, by spełnić nasze oczekiwania. Sprawdzi, co da się zrobić. A ja miałem tego dość", wspomina.
„W końcu zapytałem go: 'Ma pan jakieś dzieci?' — a on odpowiedział: 'Tak'.
Więc mówię: 'Ja miałem córkę. Teraz leży sześć stóp pod ziemią. Dlatego musi pan coś zrobić z prawem dotyczącym broni'.
Zapadła całkowita cisza. Można byłoby usłyszeć spadającą szpilkę. A ja zacząłem się zastanawiać: 'Czy to, co powiedziałem, było właściwe? Czy nie powinienem był tego mówić?'.
Chodziło o to, żeby uświadomił sobie, jak poważna jest sprawa. I mam nadzieję, że dotarło to do niego."

Źródło zdjęcia, Getty Images
W październiku Pearston wygłosiła poruszające przemówienie na dorocznej konferencji Partii Pracy.
Wystąpiła dzień po tym, który byłby szóstymi urodzinami Sophie North. Jej słowa doprowadziły wielu uczestników do łez. Skłoniły też członków partii do poparcia całkowitego zakazu broni krótkiej.
„Przyszła, zobaczyła, zwyciężyła", wspomina Tony Blair.
„To był koniec dyskusji — ponieważ było to niezwykłe i elektryzujące wystąpienie. Mówiła z taką pewnością i takimi argumentami, że dla mnie było to rozstrzygające.
Zróbmy coś na tyle jasnego i stanowczego, by mieć pewność, że zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby zapobiec takim tragediom w przyszłości'."

Źródło zdjęcia, PA Media
Dwa tygodnie później swój raport opublikował sędzia Cullen.
Przedstawił 28 zaleceń, ale nie wezwał wprost do wprowadzenia zakazu broni krótkiej. Zaproponował zamiast tego skomplikowany system, w ramach którego broń byłaby demontowana i przechowywana w różnych miejscach.
Rząd konserwatystów przyjął wszystkie rekomendacje raportu. Poszedł też dalej, proponując zakaz posiadania dowolnych pistoletów oprócz kalibru .22 — słabszego rodzaju broni używanego m.in. w strzelectwie olimpijskim.
Ustawa o broni palnej — Firearms (Amendment) Act — weszła w życie w lutym 1997 roku. Dla rodzin ofiar ani „Kampanii Przebiśniegów" nie było to jednak wystarczające — nadal domagali się pełnego zakazu.
Nie musieli czekać długo.
W maju 1997 roku Partia Pracy wygrała wybory powszechne i niemal natychmiast przystąpiła do zmian.
W listopadzie uchwalono nowelizację ustawy. 20 miesięcy po tragedii w Dunblane era legalnych pistoletów w Wielkiej Brytanii dobiegła końca.

Źródło zdjęcia, PA Media
Trzydzieści lat później mieszkańcy Dunblane będą kameralnie obchodzić rocznicę masakry.
Dla tych, którzy walczyli o zakaz broni krótkiej, pewnym pocieszeniem jest to, co nastąpiło później.
„Ludzie cały czas oczekują czegoś od rządu", mówi Blair.
„Nie da się spełnić wszystkich z tych oczekiwań, ale ten postulat — w tej formie — był czymś innym. Nie chodziło o pieniądze, nie chodziło o priorytety, tylko o straszne, straszne wydarzenie, które kraj był zdeterminowany przekuć w zmianę."
Dla George'a Robertsona — szkockiego polityka, który odwiedził miejsce tragedii tego samego dnia — to, co stracili rodzice, „zawsze przeważy nad czymkolwiek, co z tego wynikło".
„Kiedy w Ameryce znów dochodzi do szkolnej strzelaniny, mam satysfakcję z tego, że udało nam się zapobiec takim rzeczom w naszym kraju", mówi.
„Bo nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Gdyby prawo pozostało takie jak wcześniej, coś takiego zdarzyłoby się ponownie."
„Nasze dzieci zapłaciły najwyższą cenę", mówi Kenny Ross, ojciec Joanny.
„Najbardziej brakuje mi tego, że nie pamiętam, jak brzmiał jej głos. To było przed erą nagrań wideo, przed erą telefonów komórkowych."
„Zapomniałem, jak brzmiał jej głos."
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, jako część projektu pilotażowego.
Edycja: Nicole Frydrych




