'Byliśmy blisko'. Agnieszka Holland o tym, dlaczego 'Franz' nie zawalczy w Oscarach

Podczas gali z okazji pokazu filmu „Franz" Agnieszki Holland na Kinoteka Polish Film Festival w Londynie wybitna reżyserka opowiedziała mi, że jej film został entuzjastycznie przyjęty przez członków Akademii Oscarowej.
„Franz", opowiadający o skomplikowanej postaci czeskiego pisarza Franza Kafki, został wybrany jako polski kandydat do Oscara, ale nie znalazł się w selekcji w kategorii najlepszy film międzynarodowy podczas 98. ceremonii wręczenia nagród.
"Trochę się tego bałam, bo on jest jednak inny, on jest eksperymentalny trochę, a te filmy nominowane są na ogół filmami bardziej klasycznymi w narracji. W każdym razie mieliśmy tam parę pokazów dla członków Akademii i reakcja była bardzo entuzjastyczna, więc myślę, że byliśmy blisko," przyznała.
Film jest raczej kalejdoskopem niż klasyczną biografią — splata sceny z życia Kafki ze współczesnymi ujęciami ukazującymi kult jego dziedzictwa.
Holland powiedziała mi, że Kafka fascynował ją od dzieciństwa.
Po przeczytaniu jego listów, jak mówi: „jakby zakochałam się w nim w pewnym sensie. Czułam, jakby był moim bratem — i między innymi dlatego pojechałam do Pragi studiować, żeby chodzić po ulicach Franza."
Film Holland „Franz" pokazuje zmagania bohatera z pasją pisarską, surowym ojcem, monotonią pracy biurowej i trudnymi relacjami z kobietami.
Reżyserka podważa idealizowany obraz Kafki jako kultowej figury, zamiast tego ukazując, że jego ekscentryczność bywała irytująca:
„On był osobny. On był inny. On starał się dopasować, ale jakoś mu to nie wychodziło."
Gdy pytam ją, dlaczego tak bardzo ciągnie ją do złożonych i często prowokacyjnych tematów filmowych, odpowiada zupełnie naturalnie:
"Myślę, że w ogóle życie jest za krótkie, żeby robić filmy o niczym, szczerze mówiąc."
Holland opowiada też, że po premierze „Zielonej granicy" w 2023 roku musiała korzystać z ochrony. Film przedstawiający kryzys humanitarny na polsko‑białoruskiej granicy wywołał ogromną falę nienawiści — zwłaszcza ze strony polityków — którą reżyserka określa jako bezprecedensową.
„Miałyśmy ochronę, co było bardzo zabawne, bo ja nie mam dużego wzrostu, a ci ochroniarze, bardzo profesjonalni, byli mniej więcej dwa razy wyżsi ode mnie, więc chodziłam po prostu jak Driving Miss Daisy. Byli bardzo fajni, inteligentni, chodzili na wszystkie Q&A, na wszystkie spotkania z publicznością. W pewnym momencie tak się wciągnęli, że zaczęli to oceniać. Mówili: 'A ten prowadzący… no nie, on się nie umywa do tamtego', albo: 'Dzisiaj pani była dobra'."

Źródło zdjęcia, Hulton Archive
Holland odważnie przygląda się społeczeństwu pod lupą i porusza tematy, które bywają niewygodne. Gdy rozmawiamy o kobietach, mężczyznach i tzw. „manosferze", mówi:
„Ja myślę, że coraz więcej kobiet ma poczucie, że ma głos, ma prawo głosu i nie waha się walczyć, bo w sumie kobiety są bardziej bojowe."
Nawiązując do swojego doświadczenia z czasu zdjęć do Zielonej granicy, dodaje:
„Jak patrzę na proporcje kobiet i mężczyzn, na przykład w grupach aktywistycznych — choćby na granicy białoruskiej — to kobiet jest tam trzy czwarte. Myślę, że teraz trzeba nauczyć mężczyzn, żeby się nie bali, bo strach u mężczyzn zmienia się w agresję i nienawiść. Musimy się więc zastanowić, jak w tym dziwnym, zmieniającym się i groźnym świecie pełnym wyzwań mężczyźni mogą znaleźć dla siebie takie role, żeby czuli się spełnieni i sprawczy."

Żartuję więc, że może właśnie to będzie jej kolejny projekt. Holland odpowiada bez wahania:
„Nie wiem, czy ktoś mi teraz w to uwierzy, ale miałam taki pomysł parę lat temu — jakieś osiem, dziesięć lat temu — żeby na dwie kadencje zawiesić mężczyznom prawa wyborcze. To znaczy: mogliby być wybierani, ale nie mogliby głosować. No, chyba to nie przejdzie."
Dodaje, że wywołało to falę krytyki:
„Było mnóstwo ataków na mnie ze strony Stowarzyszenia Mężczyzn i Chłopców i różnych innych środowisk. Oczywiście to był pewien żart intelektualny. Ale pomyślałam sobie: skoro przez tysiące lat kobiety nie miały prawa głosu, a system wartości patriarchalnych jest tak głęboko zakorzeniony, że żeby to zmienić to może trzeba taki płodozmian zastosować. Może przez te 8 czy 12 lat — to trzeba by policzyć — dałoby się przestawić kompas, zmienić kryteria. A może… może to by uratowało ludzkość. Kto wie."
Gdy zwracam uwagę, że to może wywołać jeszcze więcej nienawiści, odpowiada tylko: „No trudno, widocznie taki mój los".
Złożona, wizjonerska i pełna pasji — Holland przypomina mi kogoś z jej dzieciństwa, kogo bohaterem uczyniła także w swoim filmie: samego Franza Kafkę.
Ten tekst został napisany i sprawdzony przez dziennikarzy BBC. Przy tłumaczeniu zostały użyte narzędzia AI, w ramach projektu pilotażowego.
Edycja: Kamila Koronska












